Przeglądasz archiwum Kwiecień, 2014 .
Wyświetlam 1 - 4 z 4 notek

Początek

  • Napisane 28 kwietnia 2014 o 20:33

Malutka urodziła się planowo 14.04.14, obyło się bez komplikacji, pomijając fakt, że nie mogli mi się wkłuć w kręgosłup i wisiała nade mną groźba narkozy ;). Jednak za trzecim razem się udało i wszystko szybko poszło. Kilka chwil później maleństwo było na świecie. Pominę opisy zabiegu i pierwszej nocy po hehe. Niestety mała ma bardzo słaby odruch ssania i przez pierwsze 2 doby praktycznie nic nie jadła. Położne mówiły, że to normalne i mam ją dalej przestawiać do piersi, to zacznie jeść. Tym sposobem schudła ponad 10% wagi urodzeniowej i w trzeciej dobie zabrali ją na intensywną terapię. Nikomu nie życzę takich przeżyć, zaliczyłam najgorsze chwile w życiu. Zamiast iść do domu siedziałam u niej całymi dniami, opiekowałam się, karmiłam, myłam milion wystających kabelków, zmieniałam osłonki na wenflon i czujniki… Zamiast leżeć w domu, leżała podłączona do aparatur wśród innych maluchów i pikajacych monitorów. Najstraszniejsze uczucie w życiu. Mała miała oprócz tego żółtaczkę patologiczną i bardzo marzła. Jednak udało się jej przybrać na wadze, wyniki były dobre i po 4 dniach oddali mi ją do sali, gdzie leżałyśmy jeszcze 3 dni na obserwacji. Świąt nie zauważyłam, najgorzej zniósł je chyba mój mąż, który siedział sam w domu :(. Teraz jesteśmy w domu i walczę z nią o każde 10 ml wypitego mleka, pasę ją na siłę, żeby tylko przybierała na wadze. Do tego walczę z laktatorem i nie mam na nic czasu. Kiedyś nie wierzyłam, ze można funkcjonować tak długo, śpiąc po 2 -3 godziny na dobę. Można. I do tego jestem naprawdę szczęśliwa.

9 godzin

  • Napisane 13 kwietnia 2014 o 21:53

Jezu, za 9 godzin jadę do szpitala :D.  To już!!! Jutro utulę moje maleństwo!  Malutka podekscytowana razem ze mną,  skacze w brzuszku. Tylko 9 godzin…

Ostatni weekend

  • Napisane 10 kwietnia 2014 o 22:56

To będzie ostatni weekend samotności, ostatni bezdzietności. Ostatni z brzuszkiem. Jak ja przeżyję bez niego? Bez ruchów budzących mnie w nocy i rano, bez rytmicznych ruchów czkawki, bez piętek wbijających się w żebra i wypinającego się tyłka, tworzącego wielką górę niesymetrycznego brzucha. Jak będę się czuła bez tego? Czy w ogóle się nad tym zastanowię,  czy nawet tego nie zauważę zachwycona nową sytuacją?  Ostatnie 3 dni z brzuszkiem. Moim wymarzonym.

Nadal nie wierzę,  że będę miała prawdziwego bobasa, to takie dziwne. A jeśli mnie nie polubi?

Milion dziwnych myśli,  przyjemnych myśli. 

Za 3 dni będę miała malutką.  A ona mnie.

Wicie gniazda?

  • Napisane 2 kwietnia 2014 o 23:04

Wczoraj poszyłam zasłonki do pokoju malutkiej, dzisiaj poprasowałam ubrania na wyjście ze szpitala i wkład do dziennego łóżeczka, podfarbowałam włosy szamponem koloryzującym, wypełniłam papiery dawcy krwi pępowinowej. Pomyłam podłogi, zrobiłam obiad, pranie, wyskoczyłam do sklepu. Wygotowałam smoczki i butelki. Nie mogę usiedzieć na miejscu, jak nigdy!  Sama siebie nie poznaję, ale wiem, że tak bywa przed porodem. Staram się oszczędzać, wszystko robię powoli,
odpoczywam, ale czuję się tak dobrze, że aź szkoda tego nie wykorzystać. Jutro przygotuję łóżeczko nocne, bo naprawdę mogę nie dotrzymać do terminu :D.  Co jakiś czas kłuje mnie podwozie, dzisiaj momentami mam wrażenie, że macica chce mi wypaść. Strasznie dziwne uczucie, niezbyt przyjemne.  Spada mi zapotrzebowanie na insulinę, ale zamiast zmniejszyć jej ilość cieszę się i dojadam owocami. Wiem, że raczej nie powinnam tak robić,  ale nie mogę się powstrzymać,  jestem taka szczęśliwa,  że mogę zjeść 1/4 jabłka na raz ;).

Jakoś nadal nie do końca wierzę,  że za moment będzie przy mnie mały człowieczek,  całkowicie zależny ode mnie, nie wierzę,  że to się dzieje naprawdę.  To nadal takie nierealne, chociaż przecież mam malutką w brzuchu, czuję jej obecność przez cały czas. Bardzo dziwne uczucie. Myślę,  że niepłodność zmienia sposób przeżywania tych chwil. Że osoby płodne nie mają takiego oderwania od rzeczywistości,  po prostu czekają na dziecko trzeźwo myśląc. A ja nadal nie mogę uwierzyć w swoje szczęście, że to już,  za chwilę. 

Jeszcze 11 dni…