Przeglądasz archiwum Styczeń, 2015 .
Wyświetlam 1 - 3 z 3 notek

Zmiany

  • Napisane 25 stycznia 2015 o 22:40

Zastanawiam się jak mogłam żyć bez dziecka.

Niedawno dowiedziałam się, że moja przyjaciółka z liceum nie może od wielu lat zajść w ciążę. W klinice jeszcze nie była. Śniło mi się dzisiaj, że przyjechała do mnie porozmawiać (co raczej niemożliwe przez jakiś 1500km odległości). Zapytała jak to jest, jak się czuje ciało kobiety już „po”. Po porodzie. Odpowiedziałam jej że cóż… hmm… jest inaczej.

Nadal się zastanawiam nad tą odpowiedzią. Nie wiem jak jest po porodzie naturalnym czy waginalnym z lekami, ale ja czuję, że miałam cesarskie cięcie. Nie mam braku czucia na skórze, wszystko jest okej. A mimo to czuję, że miałam operację. Czuję to głęboko w brzuchu. Przez przecięcie mięśni musiałam nauczyć się ich używać na nowo, mam wrażenie, że w inny sposób. Inaczej się teraz napinają. Kiedyś sporo ćwiczyłam mięśnie brzucha, teraz nie mogę się na to zdobyć, bo cały czas mam takie głupie uczucie. Inaczej boli podczas napinania niż kiedyś. Nieprzyjemnie. Brzuch nie wrócił jeszcze do formy sprzed ciąży, mimo że pod ubraniem wygląda okej. Jest taki „luźniejszy”, skóra jest mniej elastyczna. Z tyłu na plecach zrobiły mi się dwa dołeczki. Kiedyś się śmiałam, że niektóre dziewczyny je mają, by facet wiedział gdzie trzymać kciuki podczas seksu od tyłu ;) Teraz sama takie mam. ogólnie wiele innych rzeczy się w ciele zmieniło, ale nie o to mi chodzi.

Zastanawiam się, czy kobiety po zwykłym porodzie czują, że urodziły dziecko? Ja po 9 miesiącach czuję, że było cięcie. Gdybym straciła pamięć i nawet nie miała jakimś cudem blizny wiedziałabym, że urodziłam i to przez cesarkę.

Malutka zmienia się z dnia na dzień. I z wyglądu i z zachowania. Zmienia jej się kolor oczu, przez chwilę był prawie brązowy, teraz jest brudno niebieski. Gęstnieją i rosną włosy. Rosną zęby. Rośnie stopa. Kupiliśmy jej miękkie tenisówki rozmiar 21. Chciałam jakieś bamboszki, ale nigdzie nie było na taką dużą nóżkę. Chyba wychodzą z założenia, że dziecko z taką stopą powinno już chodzić ;)

Od powrotu z polski (po Świętach) nie używam gondoli do wózka. Mała jeździ w spacerówce, z oparciem obniżonym prawie na płasko. „Prawie”, bo całkiem się nie da. Od kilku dni stoi bardzo sztywno na nóżkach, spokojnie można ją przystawić do czegoś stabilnego i będzie tak stała. Ale nie stawiam jej, oprócz dwóch testów. W końcu zaczęła pić coś innego niż mleko z piersi :) To wielki sukces, myślałam, że już nigdy nie zacznie hehe.

Dzisiaj byliśmy całą czwórką na spacerze (włączając w naszą czwórkę psa potwora). Mała próbowała się obracać w spacerówce na brzuch i złościła się, że się nie da. Marudziła, aż w końcu wpadłam na pomysł i dałam jej chrupkę. I to był strzał w dziesiątkę, zadowolona jadła ją i oglądała świat. Później dostała mini wafla ryżowego i jedząc go zasypiała, myślałam że padnę ze śmiechu, tak słodko to wyglądało. Przeżywam, bo pierwszy raz dostała jedzenie do rączki na spacerze :P To śmieszne, jakie drobnostki cieszą rodzica. W przeszłości nazwałbym to chorobą umysłową każdej matki, bo bardzo tego nie lubiłam. Cóż, jak widać człowiek się zmienia…

Malutką bardzo dzisiaj rozśmieszyły firanki w sypialni. A z zasłon to już rechotała. Co w nich śmiesznego? Nie wiem. Ale w tej radości śmiałam się razem z nią ;)

Raczek?

  • Napisane 17 stycznia 2015 o 23:31

Malutka zaczęła pełzać. Do tyłu. Z prędkością światła. Zatrzymuje się przy nodze od stolika,  pod huśtawką,  przy kojcu i się złości,  bo nie może się ruszyć hehe. Wszystko ściąga spod stolika,  wali rączką w podłogę.  I dalej pędzi do tyłu,  robi dwa obroty w bok,  dwie ręce w bok,  jeszcze jedno turlanie i już jest tam gdzie chce ;D Mój mały zbój.

2015

  • Napisane 13 stycznia 2015 o 23:02

Mamy Nowy Rok. Wszystkim mamom,  tym rozpakowanym i czekającym na rozpakowanie, oraz tym które cud mają jeszcze przed sobą, życzę by ten rok spełnił marzenia :)  Wszystkie :) 

Te Święta były najpiękniejszymi Świętami w moim życiu. Wigilia z Malutką, jej radość,  nasza radość…  Później spotkania rodzinne. Czułam ten nastrój jak nigdy. Jak dziecko. Pierwszy raz od czasów dzieciństwa.

Spotkanie z bratem,  z rodzicami.  Mała nawet rolki dostała :D Czas tak szybko pędzi,  że pewnie za chwilę będzie w nich jeździć :D

Sylwester juz u nas w domu,  genialny. Malutka spała, my piżama party przy sylwestrowym stole i tv. Równo o północy mała obudziła się,  by powitać nowy rok w ramionach mamy ;) (tata w tym czasie otwierał szampana).  Szampan pyszny,  bezalkoholowy dla dorosłych na bazie wina bezalkoholowego. Od teraz będzie tylko taki, tak nam zasmakował :) Przed domem milion fajerwerków,  strzelający tato Malutkiej,  policjant walący flarami z rakietnicy,  Słowacy wywalający bomby w niebo przez 15 minut. Było świetnie,  jasno jak w dzień.  A pies spał w najlepsze,  armaty by mu nie przeszkadzały :).

Jutro malutka kończy 9 miesięcy. Dzisiaj wyszedł siódmy ząb,  dolna prawa dwójka. Podaję czopki Viburcol i nie wierzę, że mogą działać. Po co więc je podaję?

Córcia bardzo ruszyła z motoryką. W końcu obraca się jak szalona na wszystkie sposoby,  szarpie misie z karuzelki,  łapie za kręcące się liście w huśtawce,  aż ta trzeszczy, baaardzo wydłużyły jej się ręce hehe.  Dźwiga się do siadania, ale jeszcze nie daje rady sama usiąść. Próbuje pełzać, raczkować,  ale to jeszcze nie ten etap. Chce wszystko zdzierać ze stołu,  spod ławy,  mała bandytka rośnie. Widzę ogromną zmianę i czekam na nowe umiejętności,  bo co dzień kombinuje coś nowego.

I od dzisiaj jesteśmy oficjalnie katolikami.

Na wiosnę Chrzest :)