Przeglądasz archiwum Luty, 2015 .
Wyświetlam 1 - 4 z 4 notek

Pełza

  • Napisane 23 lutego 2015 o 13:27

Pełza! Naprawdę pełza do przodu! Zaczęła wczoraj :) Do tego buja się na czworakach, wiec są szanse, że i czworakowanie ogarnie :). Jestem happy.

Za trzy tygodnie jadę do kliniki leczenia niepłodności na rozmowę o criotransferze. Chciałbym zabrać maluchy w lipcu, ewentualnie w sierpniu. Ale nadal nie mam okresu. Nadal karmię piersią. Nie wiem jak to wszystko zrobić, więc muszą mi doradzić. Wiadomo, że po zakończeniu kp okres może wrócić od razu, a można też czekać na niego wiele miesięcy. Już minęło 10 miesięcy bez,  niedługo będzie 11.  Nie wiem czy będą kazali mi czekać na uregulowanie się owulacji,  czy mi w tym pomogą lekami. Zobaczymy.

Przyznam, że mimo tylu przejść, wizyt i wprawy, denerwuję się tą wizytą. To chyba w człowieku zostaje.

Cieszy mnie tylko myśl, że tym razem nie muszę czekać w poczekalni. Mogę siedzieć w przedsionku, w kąciku dla dzieci,  z zabawkami i bajkami na dvd :).  Mam nadzieję, że nie sprawię innym przykrości. Mi było przykro i cholernie ciężko gdy ktoś tam siedział z dzieckiem,  o którym ja mogłam tylko pomarzyć. Niestety jest tam szyba zamiast ściany…

Miłość

  • Napisane 20 lutego 2015 o 23:46

Pod wpływem PinkThink i innych piszących dziewczyn zaczęłam się zastanawiać nad istotą mojej miłości do córki.

Może to ja jestem dziwna i jakoś dziwnie mi to pisać i czytając uczucia innych czuję się osamotniona. Samotna w tym, ale szczęśliwa i jednocześnie zdziwiona, że u nikogo nie było tak jak u mnie.

Ja pokochałam od razu.  Oszalałam z miłości.  Na stole operacyjnym, z wielką zieloną płachtą nad głową, z mężem u boku,  z rozprutym brzuchem.  Usłyszałam płacz.  I ten płacz w ułamku sekundy wyzwolił taki wulkan miłości, że się z tej miłości popłakałam.  Sekundę później miałam ją przy policzku,  gorącą, tętniącą życiem. Całowałam mokrą, pachnącą główkę i zapamiętywałam na siłę jej zapach,  by go czuć przez następną godzinę na sali obserwacyjnej. I kochałam,  kochałam, tak mocno kochałam, aż chciało mi się krzyczeć! Zamiast tego płakałam. Leżąc na pooperacyjnej wpatrywałam się w jej zdjęcie z uśmiechem i leciały mi łzy. A pielęgniarze uśmiechali się wyrozumiale. Jak zaczęłam odpływać wsadzili mi rurkę z tlenem do nosa,  przytknęli zdjęcie przed oczy i kazali patrzeć i głęboko oddychać ;)  I znowu zalała mnie fala miłości. Może mi wstrzyknęli za dużo hormonu (który to był?),  ale byłam na takim haju,  że gdyby nie znieczulenie i moje bezwładne nogi, chyba wiłabym się jak wąż ;). Jeśli ktoś brał ekstasy to podpowiem,  że tamto uczucie i fale przyjemności to przy tym nic. Później podali mi zawiniątko,  patrzyłam na nią zdziwiona i wpatrywałam się z niedowierzaniem. Że to ona.  Że moja. Że muszę zapamiętać jak wygląda. Ale jakie ma włoski? Aha takie. A jakie oczy? Acha spuchnięte. A jaki nosek? I tak w kółko.  Czysty obłęd. I rzeczywiście uczyłam się jej codziennie, chociaż nadal była taka nierealna. Niby prawdziwa, ale ciągle nie mogłam uwierzyć.  Moje maleństwo,  tuliłam swoje marzenie,  najkochańszą istotę. Panowało obezwładniające rozczulenie. I takie uczucie jakby ktoś przycisnął klatkę piersiową. Dopiero jak trafiła na intensywną terapię te uczucia zmieszały się z rozpaczą i wizją straty. I to było potwornie przerażające.

Wydaje mi się, że z tymi uczuciami u każdej kobiety jest inaczej.  Nie można się na nic nastawiać. Bo każda miłość jest piękna.  I ta nagła i ta rodząca się miesiącami. Bo każda jest wyjątkowa.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxc

Dodam, że jednocześnie czułam się jak najbardziej normalnie, przytomna w tym wszystkim. Nie wiem czy dostałam głupiego jasia, bo żadnych skutków poza wymienionymi nie czułam. I byłam tym zdziwiona, że wszystko jest jednocześnie tak odjechane i tak normalne. I nie było ze wszystkim kolorowo. I widziałam mankamenty jej urody ;D Była najpiękniejsza, bo moja, ale zastanawiałam się skąd taka bródka? Czy to uszko się odwinie? I inne takie ;). Bardzo dziwny stan.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Malutka od wczoraj szczeka jak pies do naszego potwora i śmieje się, gdy ten jej odpowiada. 

10 miesięcy

  • Napisane 18 lutego 2015 o 22:48

Malutka skończyła 10 miesięcy. I na tę okazję postanowiła ruszyć do przodu. Jeszcze jej nie wychodzi, ale skapowała, że jak się odepchnie nóżkami, to przód też rusza ;). I zaczęła podnosić pupę do raczkowania. Nie wiem kiedy to nastąpi, ale ważne, że są postępy.

W kąpieli codziennie ćwiczy siadanie. Uparła się, że usiądzie! I ćwiczy do upadłego brzuszki. Trzyma się obiema rękami brzegów wanienki i podnosi się. Do końca nie daje rady, więc jej trochę pomagam dla zachęty. Jak się uda to siedzi chwilkę i bach na plecy tylko po to, żeby znowu z uporem wstawać… Widzę ile wysiłku ją to kosztuje i naprawdę podziwiam. Zastanawiam się czy miewa zakwasy ;)

Pokazuje gdzie jest oko, lampa, okno, robi halo do postaci w lustrze (macha). Wyciąga ręce jak chce by ją podnieść (to akurat od dawna). Szarpie za misie z karuzelki, przewraca zabawkę z wiszącymi nad nią zabawkami, składa się w macie gimnastycznej, albo nakrywa się nią. Chyba czas powoli odstawić zabawki dla maluszków ;D

Pełza (turla) się po całym pokoju, teraz układam wszystkie puzzle piankowe jakie mam, a i tak z nich schodzi hehe. Lubi bawić się firankami, gasić światło, włączać karuzelkę i huśtawkę z góry, z moich rąk. Ciekawi ją wszystko co ma guziki i pokrętła.

Chce jeść jak ja jem, zawsze muszę dać jej spróbować, bo woła i nie da zjeść ;) Najbardziej lubi spaghetti i makaron z brokułami i śmietaną. Na drugim miejscu gulasz z papryką i kuskus w pomidorach. Z zup barszcz czerwony, krupnik, lane kluseczki i groszkową. Pije już normalnie to co jej dam :) Lubi soczki, herbatę z jabłek z hibiskusem, pije tez koperkową. Dalej dostaje mleko z piersi.

Dzisiaj dałam jej spróbować naleśnika. Smakował ;)

Lubi zabawki, w których można czymś kręcić, ruszać. Hitem są grające i świecące plastikowe książeczki. Cały czas ogląda telewizję, nie da się jej ani na chwilę oderwać :/ Przez to prawie nie włączam telewizora, a szkoda, bo lubię. Nadrabiam jak śpi. A śpi w dzień niewiele. 2-3 razy po 10 minut… Jak się zdarzy długa drzemka (czasami nawet 2 godziny) to nie wiem co zrobić z wolnym czasem ;D. Ale to się zdarza bardzo rzadko.

Nadal ma 7 zębów, nic nowego chyba nie rośnie. Ubrania rozmiar 86, w niektóre duże 80 też jeszcze wchodzi.Body rozmiar 86/92, rozmiar buta 21. Pieluchy 4 już są przyciasne, jak skończę zapas to przejdzie na 4+.

Jest bardzo wesoła i pogodna, wszystko ją śmieszy :)

2 razy dziennie myję jej zęby (od zawsze), ale od kilku dni używamy do tego pasty dla dzieci bez fluoru Weleda. Smakuje jej.

Przesypia noce.

Jest najkochańszym dzieckiem na świecie.

Moim świecie ;).

ma ma

  • Napisane 12 lutego 2015 o 14:58

Wczoraj malutka znudzona wołała mnie i jęczała, a ja nie mogłam odejść od gotowania, więc tylko do niej mówiłam. W pewnym momencie zaczęło jej się zbierać na płacz (już do niej biegnę), a tu nagle głośne Ma ma! Ma ma! Aż mi się łezki zakręciły, chociaż wiem, że to nieświadomie jej się wyrwało ;D Może w końcu zacznie gaworzyć sylabami.

Zrobiła się bardzo ruchliwa, ma moment nie mogę jej spuścić z oczu, bo zaraz coś broi. Próbuje wspinać się na chuśtawkę, ściąga wszystko spod stołu, pędzi do pudła z zabawkami (tylko sobie znanym sposobem, bo jeszcze nie raczkuje.To chyba nawet pełzanie nie jest;) ).

Dni lecą, jeszcze 2 miesiące i będzie roczek… Nie wiem jeszcze czy ktoś do nas przyjedzie, czy spędzimy go sami, czas pokaże.