Przeglądasz archiwum Marzec, 2015 .
Wyświetlam 1 - 8 z 8 notek

Co?

  • Napisane 27 marca 2015 o 20:38

Raczkuje!!! Ona naprawdę raczkuje! Zaczęła powoli,  niezgrabnie,  nieśmiało.  Ale do przodu! O co tu chodzi? Tyle umiejętności w tydzień :) A my czekamy na rehabilitację, która miała to uruchomić może po pół roku ćwiczeń,  może później… Moje kochane dziecko. 

Wizyta

  • Napisane 25 marca 2015 o 08:50

Wizyta w ośrodku dała plan działania.  Bardzo miła dyrektorka dała nam skany z książki medycznej i czytam.  I w końcu dowiaduję się konkretów. Przyszłość może przynieść wiele dobrego,  a może być źle. Nikt nie wie jak będzie. Czas pokaże. 

Mamy plan rehabilitacji,  trafiliśmy chyba najlepiej jak się dało.  Będzie ją prowadził sam syn twórcy metody Vojty! Lepiej być nie mogło :).  Czyli mamy takie szczęście w nieszczęściu.

Zostałam na grupie wsparcia, jest 6 mam,  6 dzieciaczków w podobnym wieku,  z różnymi chorobami lub trudnościami. Było ciężko,  ale czułam, że nie jestem tak całkiem sama. Malutka była trochę przestraszona,  ale podobało jej się.  Do czasu,  aż ugryzła ją dziewczynka z zespołem downa,  prawie do krwi :(.  Próbowała jeszcze chwilę się bawić,  ale była taka rozżalona,  że poszłyśmy do domu. 

Nie mogę jeść,  schudłam od wtorku 4 kilo.  Czyli da się schudnąć z niedoczynnością tarczycy.  Nie cieszy mnie to,  bo nie mam zbytnio z czego zrzucać.  Zorientowałam się jak zdjęłam spodnie do sikania bez rozpinania ich.

Idą Święta,  muszę zrobić porządki świąteczne,  szafy,  pomyć okna. trochę mi się nie chce ;).

Malutka obudziła mnie gadaniem mamamama,  piękna pobudka :).

Pisałam,  że w niedzielę kąpałyśmy się razem w wannie? Było super,  musimy tak częściej :)

Nowy dzień

  • Napisane 23 marca 2015 o 15:40

Są chwile pełne gorzkich łez
są słowa które budzą gniew
kiedy to w co wierzysz nagle traci sens
są myśli których boisz się…

znad krawędzi życia uciec nie ma gdzie
nikt nie poda ręki zapomniany gest
wszędzie słyszysz słowa które ranią cię
ty jednak musisz wierzyć że

każdy nowy dzień daje nam siłę

wiem bywają chwile tak już w życiu jest
gdy znajdujesz radość w sercu gdzieś na dnie
wiem co wtedy czujesz o czym wtedy śnisz
jak smakuje życie gdy

każdy nowy dzień daje nam siłę

- Golden Life

Przedwczoraj malutka sama usiadła z pozycji na boku. Wczoraj zaczęła gaworzyć i powtarzać sylaby mamama, bababa,  łała,  hauhau, wawawa. Byliśmy u cioci po ciuszki i zabawki dla niej,  jest zachwycona wielką żyrafą z piłkami i stolikiem.

Nic jej nie powiedziałam.  Nie dałam rady.  Grałam swoją rolę beztroskiej mamy.

Całą noc śniły mi się bzdury,  śmierć teściowej,  śmierć mojej mamy,  śmierć dawnego przyjaciela. Nie zrobiło to na mnie wrażenia,  nie zdołowało jeszcze bardziej. Cały czas czuję się tak strasznie.  Teraz mogę to porównać.  Czuję się jakby mi ktoś umarł. 

Zostaliśmy zostawieni sami sobie.  Dzięki ulotce udało nam się znaleźć dobry ośrodek,  ale termin był na za miesiąc.  Po błaganiach dzisiaj udało się załatwić wizytę na jutro.  Może nam coś pomogą,  powiedzą co teraz.

Dzisiaj powiedziałam mamie przez telefon.

Niedługo założę hasło na bloga,  ponieważ te sprawy są zbyt osobiste,  by czytał to każdy.  A pisać muszę. Jeśli chcecie nadal brać udział w mojej historii,  to zapraszam,  napiszcie swój email w komentarzach,  hasło wyślę bez problemu. 

Bez tytułu

  • Napisane 19 marca 2015 o 23:20

Minął następny dzień i kolejny i koszmar się nie kończy. Jeszcze nie dociera to do mnie. Nie wiem co będzie dalej.  Jak będzie wyglądało nasze życie.  Bo dotychczasowe się skończyło. Jaką przyszłość zgotowaliśmy temu biednemu dziecku? Co je czeka w przyszłości? Czy jakaś będzie? Jest mi tak cholernie ciężko, że nie potrafię o tym rozmawiać.  Wyję w nocy,  w dzień łzy same ciekną. Trzęsę się gdy na nią patrzę. Wychodzę, by mnie nie widziała w tym stanie i wyję. Czy coś z tego rozumie? Mam nadzieję, że nie. Problemy sprzed wtorku wydają się być tak bardzo śmieszne…  To był czarny wtorek,  nigdy go nie zapomnę. Co ja mam właściwie teraz robić? Wszystko się zesrało.  Kolejny raz życie dało nam kopa w dupę,  tym razem jednak nie będzie tak łatwo się podnieść.  Nie wiem czy to w ogóle możliwe.  Nie wiem jak dalej żyć,  od czego zacząć.  Pozostaje czekać na wyniki badań,  chociaż diagnoza już postawiona :(  Przepraszam maleńka.

Bez tytułu

  • Napisane 17 marca 2015 o 22:30

Czarna rozpacz. Siedzę i wyję. dlaczego nas to spotyka? Może jutro obudzę się i wszystko okaże się koszmarem. Błagam.

Plamy i znany stres.

  • Napisane 14 marca 2015 o 23:11

Kilka dni temu wyskoczyła małej na rączce niewielka plamka, jasna, właściwie blada. I tak sobie była, a ja zastanawiałam się skąd to otarcie? Aż wczoraj zrobiło się czerwone. Wujek Google stwierdził, że to albo alergia, nietolerancja czy jeszcze coś innego pokarmowego, albo rumień zakaźny.

Postanowiłam iść w poniedziałek do przychodni. Dzisiaj jednak plama urosła, a kawałek dalej zaczęła pojawiać się nowa :/. Zwątpiłam, może jednak to choroba zakaźna? Zauważyłam i u siebie dziwne plamy. Mąż zadzwonił na Notfall i okazało się, że akurat dyżur ma nasz doktor :). Cała ucieszona pobiegłam do niego, kolejki nie było, więc ominęło nas czekanie. Z opisu przez telefon podejrzewał rumień zakaźny, jednak jak zbadał małą i plamy stwierdził, że to „sucha skóra” (czyli coś jak egzema chyba). I że to niegroźne i mamy się nie przejmować. Dał receptę na maść Advantan 0,1 Creme i kazał smarować 2 x dziennie przez 2 tygodnie. trochę Okazało się, że to steryd :(. Trochę masakra takiego malucha smarować sterydem, ale co robić, ufać, nie ufać… On jest lekarzem, ja niestety nie.

Jest wieczór. Jestem bardzo zestresowana. Pojutrze do kliniki. Serce mi przyspiesza, mam gonitwę myśli. Muszę się czymś zająć, więc piorę ręcznie (!), wybieram ciuchy małej na wyjazd, prasuję, robię przegląd szafy, komody (o, za małe ciuszki do odłożenia). Jadę tylko się dowiedzieć jak wyglądają i ile trwają przygotowania do transferu zarodków, kiedy mam skończyć karmienie piersią (nie chcę kończyć…). Zastanawia się, czy będą mnie badać? Chyba nie, bo po co tyle przed. Eeh znowu milion myśli, wraca to uczucie jakie miałam kiedyś…

Ale przecież spoko, nie ma ciśnienia, bo przecież jest Malutka. Tak ale tylko teoretycznie, bo chciałabym mieć jeszcze dzieci, a to jest moja ostatnia szansa. Eeh, wydawało mi się, że będę podchodzić do tego na luzie. Jak widać nie potrafię, za bardzo mi zależy i znowu zaczyna wracać strach, że się nie uda i stracę wszystkie zarodki. Mam tylko na jedną próbę :(. Często o nich myślę. Prawie codziennie przed snem. To taka miła myśl, że one tam są, że czekają na mnie. I ja na nie czekam.

Nie bardzo wiem jak to zrobić po udanym transferze. Wiadomo, że nie można nosić. Mała będzie miała około 15 miesięcy, patrząc na jej rozwój motoryczny możliwe, że nie będzie jeszcze chodzić. A nawet jakby, to jeszcze bezgrabnie. Będę musiała ją wyciągać z łóżeczka, na fotelik do karmienia, do wózka, do kąpieli. Nie wiem jak to ogarnąć bez dźwigania, a ona jest wielkim klockiem. Już nosi rozmiar 86/92 i waży 11,700… W ciąży miałam krwiaka i leżałam prawie dwa miesiące. Co jeśli teraz znowu mnie to spotka? Nie mamy tu nikogo do pomocy, mąż pracuje od rana do wieczora.

Jeśli znowu będę miała cukrzycę ciążową i uczulenie na insulinę, to wizyty u lekarza co tydzień mam murowane. Wszędzie będę musiała brać malutką i wózek. Boję się jak ja to ogarnę zdrowotnie. Bo o brak sił psychicznych się nie boję, jestem gotowa ;).

Kurczę naprawdę stresuję się tą wizytą ;).

Ósmy, grubasek, plac zabaw.

  • Napisane 10 marca 2015 o 22:13

W sobotę, 4 dni temu pokazał się kawałek nowego zęba. Tego brakującego do kompletu.  Dolna lewa dwójka. Tym sposobem mała ma już 8 zębów. Sporo, adekwatnie do apetytu ;). 

A apetyt ma wielki. I chce jeść wszystko.  I rośnie. I tyje. 

Zastanawiam się czy jej nie przekarmiam. Jadłospis wygląda tak,  oczywiście wszystko z pewną tolerancją czasową ;):

6:00 pierś
8:00 pierś
10:00 kaszka 150ml (najczęściej owsianka bez cukru z małą ilością mm , czasami kaszka owocowa),  lub jajecznica ze szczypiorkiem, z sucharkiem bez soli i cukru.
13:00 obiad gotowany lub ze słoiczka z dobrym składem. około 200ml.
16:00 owoce lub przecier owocowy/owoce z jogurtem naturalnym,  pół słoiczka (bez dodatku cukru)
18:00 pierś
20:00 butla z kaszką na noc,  250ml

Między 10:00 a 16:00 daję pierś na żądanie, ale najczęściej popija trochę do zaśnięcia,  nie są to już „posiłki”.

Pije rozcieńczony sok, około 20 ml soku  na 100 ml wody,  ale różnie z tym bywa. Oprócz tego herbatę owocową bez cukru (hibiskus, malina), herbatę koperkową.  Wodą jeszcze gardzi, ale powoli się przekonuje. To cud, że w ogóle zaczęła pić coś innego niż mleko z piersi…
Od czasu do czasu dostaje wafla ryżowego o średnicy 3cm, cienki na 0,5cm ;D lub chrupkę 4 cm na centymetr.
Nie pilnuję rygorystycznie proporcji, ale jak to sobie wypiszę, może dojdę do tego, gdzie popełniam błędy,  bo mała przeskakuje w siatce centylowej jak szalona. Wygląda normalnie, bo jest duża, ale to chyba za szybki wzrost wagi.

Zeszłam z tematu, miało być o zębach…  Ząb się wykluwa, drażni.  Malutka trze ucho,  szuka paluszkiem w buzi,  ciągnie się za włosy. Smaruję żelem,  czopki są w pogotowiu. I tak się męczy. A ślina leje się litrami. 

Po kąpieli przy zakładaniu piżamki zaczęła tak płakać,  że nie dała sobie nawet nosa wyczyścić,  nie mówiąc już o obcięciu paznokci. Tak bardzo się rozżaliła, że płakała u taty w ramionach dopóki nie dostała flaszki z kaszą. Serce mi pękało :(. dostała czopka,  jeść i zasnęła.  Niech ten ząb juz cały wyjdzie.

Wczoraj byłyśmy pierwszy raz na placu zabaw,  dzieci naliczyłam 25, taka piękna pogoda była,  że wszyscy powychodzili.  Malutka pierwszy raz huśtała się na dużej huśtawce, a nie bujanej dla niemowląt i była zachwycona! Trzymała się mocno łapkami i patrzyła na ziemię hehe. Tato od razu po pracy poleciał kupić huśtawkę do domu i zamontował ją w drzwiach między dużym pokojem, a sypialnią :). To huśtawko -  bujaczek z muzyczką i kręcącymi się ptaszkami mogę już oddać. Kolejna wielka zmiana.  Jak ten czas leci…

I… siad.

  • Napisane 6 marca 2015 o 23:05

Od jakiegoś czasu malutka podciągała się w wanience do siadu. Wczoraj przy porannej kaszce zrobiła to samo, ale na leżaku do karmienia =). byłam w szoku. I tak jadła,  podciągając się do każdej łyżeczki. Zrobiła chyba z 30 brzuszków. Od tej pory każde karmienie jest na siedząco,  dobrze, że pasy biodrowe ją trzymają. Rano od razu po przebudzeniu próbowała usiąść, ale to jeszcze za trudne. Nastąpił więc wielki moment, wielkie zmiany. Założyłam siedzisko w foteliku do karmienia, leżaczek idzie do prania i na szafę ;). Poziom w kojcu opuszczony o jedno piętro. I tak jakoś smutno mi się zrobiło. Bo…