Przeglądasz archiwum Kwiecień, 2015 .
Wyświetlam 1 - 7 z 7 notek

Kanapa

  • Napisane 25 kwietnia 2015 o 14:51

Brak czasu, więc będzie krótko. 

Wizyta i Vojta jest super :).

Mała wczoraj nauczyła się schodzić z kanapy na wyprostowane nóżki!  :) 

Jutro Komunia Chrześniaka :)

Nóżki

  • Napisane 22 kwietnia 2015 o 23:19

Nóżki przebierają szybko w powietrzu gdy malutka siedzi.  Przebierają w wanience.  Przebierają przy raczkowaniu.  A dzisiaj postanowiły poprzebierać po podłodze!

Mała wstała jak zwykle przy moich nogach i nagle wysunęła nóżkę do przodu.  A zaraz drugą.  Odsunęłam się,  a ona znowu prawa – lewa.  Wzięłam ją więc za wyciągnięte do przodu rączki, a ona zaczęła iść przed siebie!!! I tak szła zafascynowana,  na chwiejących się nóżkach,  z ogromną radością na rumianej buzi :) I tak przez pół dnia.  Jak tylko ją zostawiałam na dywanie to zaczynała wołać albo płakać,  a gdy podchodziłam wspinała się na mnie i stojąc zaczynała przebierać nogami.  Więc musiałam ją prowadzić po całym domu, od taty do babci,  od babci do psa, od psa do taty i tak w kółko :D

Robiłam wszystko, by się nie przeciążyła i nie miała jutro zakwasów, ale nie wiem czy się to udało hehe.

Wstała przy kanapie. Powolutku zaczęła iść wzdłuż bokiem (tylko kilka kroczków).
 
Później siedziała i dobre 15 minut kombinowała jak wsadzić piłkę żyrafie do pyska, bo bardzo ciężko to idzie.  W końcu jej się trzykrotnie udało. Do tej pory kładła piłki od razu na zjeżdżalnię.

Jestem taka szczęśliwa i taka z niej dumna!

Do tego zadzwonił pan Vojta i jutro zaczynamy rehabilitację :)  Mam nadzieję, że malutka w miarę dobrze to zniesie, bo dzieci nie lubią ćwiczyć tą metodą.   A ona nienawidzi gdy ktoś obcy jej coś robi na siłę (np. lekarz,  usg itd). Ale jestem dobrej myśli i nie mogę się już doczekać.  Najbardziej efektów ;).

Nadrabia?

  • Napisane 18 kwietnia 2015 o 23:07

Mała uparła się.  No uparła się, że wszystko nadgoni.  I ćwiczy jak szalona. Wstaje w kojcu i upada,  nie mogę jej już zostawiać tam samej. Całymi dniami wstaje, raczkuje,  wstaje, biegnie rechocząc ma czworakach do mamy, wstaje,  biegnie dalej.  Próbuje jeść łyżeczką, z wielką ochotą grzebie łyżką w miseczce i wsadza ją do buzi.  Nie ważne, że jedzenie spada,  sama łyżka tez smakuje wybornie.  A czasami nawet uda się coś przy tym zjeść.  To nic,  że jedzenie jest nawet we włosach.  I w uchu.  I w oku,  bo swędziało,  a rączki były z zupy ogórkowej (która stała się hitem). 

I dzisiaj stojąc przy kanapie zrobiła coś na kształt kroczków w bok,  by dostać się do balona! A jak stanęła przy kolanach, zachęciłam ją trochę i trzymana zaczęła stawiać kroki do przodu! Prawa nóżka kroczyła wyżej niż lewa, jak zabawnie to wyglądało…  A malutka skupiona na tych ruchach, z całej siły starała się je opanować i była taka zadowolona z siebie! Oczy jej błyszczały, bo oto odkryła coś nieznanego,  coś wspaniałego!

Nauczyła się nakładać kółka na drążek,  wkłada kubeczki jeden w drugi,  wrzuca klocki do wiaderka,  piłeczki do zabawki,  dzisiaj nauczyła się turlać do mnie piłkę,  pokazuje gdzie mam nos.  Wkłada mi lub lalce smoczka,  czesze mi włosy, robi cacy.

Mam nadzieję, że dalej będzie taka uparta i szybko dojdzie do tego jak się chodzi. Już zaraz, niedługo. Nie na drugie czy trzecie urodziny. 

Od kilku dni zamiast wieczornej kaszki dostaje tylko mleko,  bo tyje grubasek, a ja nie wiem jak to powstrzymać.  Nie wiem jak i czym ją karmić, by była syta i trochę schudła ;)

Jest najkochańszym dzieckiem na świecie ;P

Roczek!

  • Napisane 12 kwietnia 2015 o 23:21

Dzisiejszy dzień był wspaniały Za dwa dni malutka kończy roczek i dzisiaj zrobiliśmy przyjęcie. Wczoraj babcia ugotowała bogracz z kluseczkami, były też flaczki. Nastawiłam sobie budzik na 4 rano, żeby wyciągnąć torty (dziecięcy z księżniczkami i duży dla dorosłych. Chciałam z świnką Peppą, ale nie było). Rano tato z babcią udekorowali jadalnię girlandami z napisem Happy Birthday i kolorowymi balonami, na stół poszedł jednorazowy obrus – ceratka (super sprawa), do tego czapeczki i talerzyki z nadrukami. Motywem przewodnim był były księżniczki Ciocia mało nie padła z wrażenia jak zobaczyła małą w balowej sukience, białej opasce i rajtuzkach. Naprawdę ślicznie wyglądała…

Źle

  • Napisane 11 kwietnia 2015 o 19:40

Byliśmy dzisiaj na bilansie i badaniach.  Nie pozwoliłam zaszczepić małej mmr.  Nie,  dopóki nie zbada jej neurolog i nie zobaczy rehabilitant, pan Vojta. Mała płakała, bała się.  Ja bałam się bardziej.  Na usg już widziałam,  co się dzieje i czułam, że chyba upadnę.  A malutka wrzeszczała z całych sił i wyrywała się, by wziąć ją na ręce. Myślałam, że już gorzej być nie może.  A jednak.  Guz nerki.  Oprócz swojej strasznej choroby jeszcze to ją dopadło.  Mało? To dodam jeszcze wadę serca.  Chce mi się wyć,  czuję, że spadam. 

Święta

  • Napisane 7 kwietnia 2015 o 22:46

Nie mogę się zalogować na pocztę, na konto mazenka@vp.pl. Komunikat krzyczy, że taki login /konto nie istnieje :/ Dlatego jeszcze nie założyłam hasła. Nie chce mi się zakładać nowej poczty.

Święta były dziwne.

To nasza druga wspólna Wielkanoc, pierwsza była na OIOMie. Cały czas ją wspominam. Było miło, spokojnie, bez bieganiny jaka panowała co rok. Odpuściłam sobie gruntowne porządki, za to pierwszy raz upiekłam pyszny makowiec. I jak zawsze boczek pieczony. Te święta spędziliśmy sami. I było miło, chociaż nie czułam, że to święta.

W sobotę pojechaliśmy świecić pokarmy, więc zapakowałam nasz mini koszyczek, wsadziłam małej w wózek i pojechaliśmy. Byliśmy za wcześnie, bo nikt nie wiedział o której będzie święcenie. W kościele malutka była grzeczna, zjadła wafle ryżowe, było jej mało, więc dostała kanapkę, bułkę z serem (no comment ;)), zapiła to sokiem jabłkowym i poszła spać. I dobrze, że zasnęła, bo nie musiała słuchać tego, co szanowny ksiądz miał do powiedzenia. A miał do powiedzenia wiele, a jednocześnie nic. O gender, gejach, seksie wszechobecnym, aborcji i ludziach „wielce eko”. Słuchałam tylko do pewnego momentu, nie mogąc uwierzyć w to co słyszę. Przegiął drwiąc z ludzi, którzy „raz do roku pojawiają się w kościele”. Super kazanie przedświąteczne bulwo.

Zapomniał chyba, że prowadzi obrzęd w kościele dla emigrantów, a większość ludzi idzie tylko w święta na polską mszę. Ja wiem, że więcej tam nie pójdę. Obraził chyba wszystkich możliwych ludzi. Dodam, że nie chodzę do kościoła. Poszłam z małą z myślą, że może jednak Bóg istnieje, może usłyszę jakieś słowa nadziei. Do tego skoro zdecydowałam się wychowywać córkę w religii katolickiej, to powinnam to robić. I… Odechciało mi się.

Wolę iść normalnie do niemieckiego kościoła, gdzie ksiądz nie pieprzy farmazonów tylko odprawia mszę i spełnia swoje zadania. Tydzień wcześniej byliśmy tam z palmą i atmosfera była milion razy lepsza, mimo że byli tylko starsi ludzie i dzieci komunijne. Młodzieży zero. Zero. Szczerze mówiąc, nie dziwię się.

Mieliśmy prosić księdza polaka o chrzest małej, ale nie chcę mieć z nim więcej nic do czynienia. Pójdę normalnie do swojej niemieckiej parafii. Na mszę wielkanocną w niedzielę nie poszłam. Mam dość na cały rok. A później się dziwią, że wiernych ubywa, normalnie średniowiecze.

Za to w niedzielę malutka znów nas zaskoczyła! Dostała nową zabawkę, od góry wrzuca się świecącą piłeczkę, tak jak do kosza, ona spada w dół pokonując przeszkody i robiąc hałas ;). I od razu wiedziała co robić! Wrzucała te piłki z taką radością! A mi aż łzy stawały w oczach. Bo jeszcze dzień wcześniej nie chciała wrzucać klocków do wiaderka, nie mówiąc już o sorterze. Dodam, że malutka jest chora i każdy najmniejszy sukces w jej wypadku jest jak ogromny kamień milowy. I od razu załapała, że do żyrafy z Fischer Price tez tak się wrzuca kulki :)

Wcześniej naciskała tylko przycisk z muzyczką. Jakby tego było mało dzisiaj zaczęła się wspinać na mnie? Nie wiem co ona kombinuje, ale włazi mi na nogi i chce do góry! Jak leciutko przytrzymam ją to podwija nogi i staje! Mam wrażenie, że właściwie wystarcza jej świadomość moich rąk na sobie. Ale, że jak to wstaje? Ona? Przecież nie ma dwóch czy trzech lat jak w prognozach! Pytam po raz setny, o co kaman?? Zaczęła tez stroić śmieszne miny i chce, żeby jej wszystko pokazywać i nazywać. Ale sama paluszkiem nie pokazuje. Raczej kilkoma lub całą rączką.

Dzisiaj dostała „dorosły” obiad. Pulpety z ziemniakami i marchewką z groszkiem. Już nie jako papka z dużymi grudami, tylko normalny dorosły obiad. Nawet pulpeta wzięła w rękę i gryzła, a resztę zjadła trzymając łyżeczkę, na którą nakładałam jej jedzenie. Zjadała ucieszona, że „sama” je łyżką. Na koniec popiła herbatą z cytryną od mamy ze szklanki, no bo mama przecież ma lepszą. Dostała więc do małego plastikowego kubka z uchem. Z moją pomocą chętnie z niego wypiła.

Czyli problemów z jedzeniem nie ma, z piciem też nie…

Przełożyłam jej siedzisko w wózku i dzisiaj pierwszy raz jechała przodem do świata.

Z wielkim uśmiechem.

nowości ciąg dalszy

  • Napisane 1 kwietnia 2015 o 21:27

Wczoraj rano uklękła w kojcu, trzymając się szczebelek, tak na wyprostowanych nogach jak do modlitwy :).  Dzisiaj powtórzyła to samo przy kanapie! A po południu na dmuchanym wałku! Chce mi się płakać z radości. Nikt nie wie ile to dla mnie znaczy.  Ile to znaczy dla nas.

Nie spodziewałam się, że tyle osób czyta tego bloga.  Myślałam, że z 5 – 8 osób.  I nie wiem co teraz robić.  Co teraz pisać.  Na wyznania nie mam jeszcze odwagi.