Przeglądasz archiwum Maj, 2015 .
Wyświetlam 1 - 9 z 9 notek

Choroba i nowe skille.

  • Napisane 29 maja 2015 o 23:50

Od kilku dni mała miała stan podgorączkowy przez to, że zęby idą. Ale przedwczoraj (środa, dzisiaj piątek) obudziła się z potężnym katarem. Z nosa aż jej się lało. Mierzę temperaturę – 37,7. Co robić, iść do Vojty? Google mówi, że wtedy ćwiczyć nie wolno.

Piszę do niego sms czy przychodzić, brak odpowiedzi. Prasuję, karmię szybko małą zupą, ubieram się, szybki makijaż, bo wyglądam jak zwłoki. Odkrywam dlaczego: też się źle czuję. Picie i jedzenie juz spakowane, ubieram małą do wyjścia, przychodzi sms: widzimy się w poniedziałek, zdrówka. Uff… Z ulgą się rozbieram, małą, chowam wózek.

Cały dzień mała miała stan podgorączkowy. Piła syrop z cebuli. Pod wieczór dotykam czoła, gorąca jak piec. Mierzę temp, a tam 39,4. wystraszyłam się, dałam od razu czopek z paracetamolem. Praktycznie nie pomógł, minimalnie zbił temperaturę może na godzinę, a następny można dać dopiero po 6 godzinach.

Mała co chwilę się budziła z płaczem, kwękaniem, kładła się na brzuch, siadała. Z nosa się lało strumieniem na buzię, prześcieradło. Nie mogła pić mleka, chociaż bardzo chciała. Cały czas robiłam jej chłodne okłady na czółko, bez tego jej mózg chyba by się zagotował.

W nocy 40,6 stopnia, kaszel, charczenie, palący oddech smoka. Płakała tak zachrypnięta, że nie mogła wydusić z siebie głosu, całe gardło zawalone. Czopek, okłady, chłodny rumianek do picia. I tak minęła całą noc, totalna męczarnia i zero snu dla mnie.

Rano zrobiłam jej kaszkę na śniadanie i poleciałyśmy do lekarza. Tam kolejka, ludzi jak nasrał, a mała gorączka 39,9 i gile po pas. Bawiła się w poczekalni drewnianymi puzzlami i zwierzakiem na sznurku. Dzieci pochodziły do niej ciekawe, a ona taka chora, że ledwo na oczy widziała. Przed nami było chyba 6 osób. W końcu doktorek ją zbadał, zajrzał do paszczy i jak pokazałam mu jej dziąsła z trójkami to od razu powiedział, że to przez ząbkowanie :( Że może być taka chora przy tym, mieć katar i kaszel, bo katar wpada do gardła. I taka gorączka. Ale prawdopodobnie przez osłabienie ząbkowaniem złapała wirusa. Jestem ciekawa ile osób zaraziła w tej poczekalni…

Dostała nurofen,  syrop sinuc i krople do nosa.  Nurofen od razu zbił gorączkę i małej było dużo lepiej,  aż poszła się bawić.  Przyjechała moja siostra (sprzedała dzieci do ciotki na ferie) i tak sobie siedziałyśmy cały dzień :)

A mała co? Taka chora,  a wstała przy pchaczu i poszła! W długą przez cały pokój =D I tak chodziła, a ja za nią, żeby asekurować w razie czego. Aż piszczałam z radości. 

A dzisiaj? dalej jest chora,  gorączka,  katar zamienił się w zielone gile.  Bierze leki,  dałam jej zielonej herbaty i nabrała sił do zabawy (chociaż wygląda jak siódme nieszczęście z podkrążonymi oczami, plamami na twarzy z gorączki, oczami jak u chińczyka).

Ale to jej nie przeszkodziło w ćwiczeniach.  Tato leżał na kanapie,  ja coś tam robiłam w kuchni.  Patrzę,  a ona staje na łóżku,  puszcza się taty i chwilę stoi sama! I bam na pupę.  Lecę z piskiem i brawami,  a ten się ze mnie śmieje,  że już dzisiaj tak robiła i zdziwiony,  że to nowość ;D Powtórzyła to chyba z 70 razy i ciągle się śmiała jak ją chwaliłam.  A wieczorem znowu zasuwała z pchaczem :)  Aż padła w chorobie ;).

Choroba i nowe skille.

  • Napisane 29 maja 2015 o 23:37

Od kilku dni mała miała stan podgorączkowy przez to, że zęby idą.  Ale przedwczoraj (środa,  dzisiaj piątek) obudziła się z potężnym katarem.  Z nosa aż jej się lało.  Mierzę temperaturę -  37,7.  Co robić,  iść do Vojty? Google mówi, że wtedy ćwiczyć nie wolno.  Piszę do niego sms czy przychodzić, brak odpowiedzi.  Prasuję,  karmię szybko małą zupą,  ubieram się,  szybki makijaż, bo wyglądam jak zwłoki.  Odkrywam dlaczego: też się źle czuję. Picie i jedzenie juz spakowane, ubieram małą do wyjścia,  przychodzi sms: widzimy się w poniedziałek,  zdrówka.  Uff…  Z ulgą się rozbieram, małą,  chowam wózek.

Cały dzień mała miała stan podgorączkowy.  Piła syrop z cebuli. Pod wieczór dotykam czoła,  gorąca jak piec.  Mierzę temp, a tam 39,4. wystraszyłam się,  dałam od razu czopek z paracetamolem. Praktycznie nie pomógł, minimalnie zbił temperaturę może na godzinę, a następny można dać dopiero po 6 godzinach.

Mała co chwilę się budziła z płaczem,  kwękaniem,  kładła się na brzuch, siadała.  Z nosa się lało strumieniem na buzię, prześcieradło. Nie mogła pić mleka, chociaż bardzo chciała. Cały czas robiłam jej chłodne okłady na czółko,  bez tego jej mózg chyba by się zagotował.  W nocy 40,6 stopnia, kaszel,  charczenie, palący oddech smoka. Płakała tak zachrypnięta, że nie mogła wydusić z siebie głosu,  całe gardło zawalone. Czopek, okłady,  chłodny rumianek do picia. I tak minęła całą noc,  totalna męczarnia i zero snu dla mnie.

Rano zrobiłam jej kaszkę na śniadanie i poleciałyśmy do lekarza.  Tam kolejka,  ludzi jak nasrał,  a mała gorączka 39,9 i gile po pas. Bawiła się w poczekalni drewnianymi puzzlami i zwierzakiem na sznurku.  Dzieci pochodziły do niej ciekawe,  a ona taka chora, że ledwo na oczy widziała.  Przed nami było chyba 6 osób. 

W końcu doktorek ją zbadał,  zajrzał do paszczy i jak pokazałam mu jej dziąsła z trójkami to od razu powiedział, że to przez ząbkowanie :( Że może być taka chora przy tym,  mieć katar i kaszel,  bo katar wpada do gardła.  I taka gorączka. Ale prawdopodobnie przez osłabienie ząbkowaniem złapała wirusa.  Jestem ciekawa ile osób zaraziła w tej poczekalni… 

Coraz bliżej

  • Napisane 25 maja 2015 o 12:01

Malutka coraz bardziej zbliża się do samodzielnego chodzenia.  Dzisiaj zaczęła chodzić za jedną rączkę! Jestem z niej bardzo dumna i cieszę się, że troszkę mi plecy odpoczną :) 

Vojta jakiś czas temu po sprawdzeniu jej sprawności ruchowej pozwolił ją tak prowadzać,  bo jest już na to gotowa i sama rwie się kiedy tylko może.  Większość czasu spędza na stojąco przy meblach,  wysokich zabawkach, narożniku i bramce ;) A dzisiaj ta jedna rączka :)

Krwiak w buzi dalej jest,  mała ślini się i cały czas trzyma paluszki w buzi.  Dzisiaj zobaczyłam, że idzie też lewa trójka i zrobił się fioletowy krwiaczek ale tam czuć już zęba! I widać pod dziąsłem, czyli niedługo się przebije.  Do tego idą dolne czwórki,  tyle zębów na raz :( Smaruję jej dziąsła dentinoxem,  daję do picia przeciwzapalny rumianek.  Tyle mogę zrobić.  Póki co mała nie potrzebuje środków przeciwbólowych,  może obędzie się bez nich (jeszcze nigdy nie brała żadnych leków).

Zastanawiam się czy kupić jej nowy wózek,  dużą i szeroką spacerówkę do 25 -  30kg, a obecny sprzedać. Bo ten jest tylko do 15 kg,  a mała waży już 13…  Musi mieć rozkładane siedzisko do pozycji półleżącej, bo jak wracamy z vojty, to mała jest wykończona i zasypia. I musi mieć nowoczesny wygląd i być dosyć tani.  Na obecny Brio Go 3w1 wydałam całkiem sporo i chyba drugi raz nie kupowałabym takiego drogiego.  Bo owszem,  lekko się prowadzi, jest bardzo zwrotny i wygodny dla mnie,  ale dziecko ma w nim dosyć mało miejsca i brakuje mu kilku potrzebnych funkcji. Za 3 razy mniej można kupić fajny z przekładaną rączką, długą budką, pasami,  różnymi bajerami. A przekonałam się, że wózek to…  tylko wózek ;D i mercedesem być nie musi hehe. No i design się co chwilę zmienia.  

Tylko tak trochę szkoda mi go sprzedać,  bo kupowałam go z myślą,  że przewozi dwójkę dzieci… Ale czy będzie to drugie? Najwyżej kupię sobie wtedy inny,  fajniejszy.  Ale tak mi go szkoda…  Nie wiem co robić. I ciężko znaleźć tak wytrzymały wózek, gdy ma się mało czasu na siedzenie na internetach :/

Trójka?

  • Napisane 22 maja 2015 o 21:51

Od wczoraj robi misiowi moja moja,  tuląc go do szyi i daje mu smoczka i butelkę,  żeby zjadł ;)

Idą jej dolne czwórki, więc wzięłam ją pod okno,  zaglądam do buzi,  a tam górne prawe dziąsło całe spuchnięty,  a na nim wielki fioletowy krwiak :( Nie jestem pewna od czego to,  wygląda jakby trójka się pchała,  ale aż tak drastycznie? Pierwsze o czym pomyślałam, to że stało się to przy upadku na buzię.  Ale z drugiej strony to trochę niemożliwe, żeby tak się od środka uszkodziła.  Podobnego krwiaka miałam kiedyś jak mi się zapalenie zrobiło.  Bolało.  Ją na pewno też boli,  bo ciągle trzyma tam paluszki. Ale jest wesoła, nie płacze, więc może nie jest tak źle.  Jutro zadzwonię do dentysty czy mam mu to pokazać,  albo do pediatry.  Tylko oczywiście jest długi weekend i trzeba na znowu na Notfall iść :/

O 4 w nocy zrobiła sobie dzień do szóstej i cały czas machała rączkami papa, na zmianę ;)  Odmachiwałam jej, a ona machała do szafy, do obrazu, do okna, do psa.  Bardzo jej się podoba nowa umiejętność :)  Może niedługo zacznie klaskać,  bo jeszcze nie potrafi.

By pamiętać

  • Napisane 21 maja 2015 o 23:17

Moje życie kręci się teraz bardzo szybko.  Bardzo aktywnie. Doba jest za krótka.  A muszę zapisywać ważne rzeczy, pamięć jest taka ulotna… 

Z tydzień temu kupiliśmy małej rowerek trzykołowy Smoby, za pieniążki uzbierane z roczku. Zielono różowy, z nakładką bezpieczeństwa i podkładką pod nóżki.  Niestety jest ona za wysoko,  a mała jest juz za duża i trzyma nogi na pedałach.  Jest zachwycona nowym pojazdem! Jeździ w nim dumnie po mieście i ciągle się cieszy hehe.  A jaka była szczęśliwa jak minęła się w parku z chłopczykiem na podobnym rowerku! Aż przystanęliśmy, żeby dzieci mogły się przywitać,  bo mała wyciągała rączkę ;D

O tylu rzeczach miałam napisać i już nie pamiętam…

Od kilku dni woła amam jak chce jeść. Pytam: – co chcesz? A ona : am am! am am! I nie ma, że boli,  muszę jej coś dać do jedzenia,  bo zaczyna krzyczeć coraz głośniej am ;D Nie wiem czy można to uznać za pierwsze świadome słowo? Chyba nie? No ale przecież nie powie: -jeść, bo to za trudne.

Wczoraj pierwszy raz zrobiła siku do nocnika.  Po południu znowu.  Oczywiście nieświadomie,  ale cieszyłam się i niosłam ten nocnik do łazienki, jakbym trofeum niosła ;D Oj bije to macierzyństwo na główkę.

Wczoraj rano usiadła na łóżku,  popatrzyła w lustro w szafie i pomachała halo.  Myślałam, że to przypadek.  Dzisiaj rano to powtórzyła!!! A wieczorem pomachała tatusiowi przed snem.  Takie prawdziwe machanie,  bardzo się na tym skupiała,  a mi aż łezka pociekła.

Dzisiaj wracałyśmy od Vojty i mała piła soczek.  Wzięła niekapek za uszy w obie ręce i zaczęła pić sama! Chodziłyśmy po sklepach,  a ona sobie powoli piła i bawiła się na zmianę.  opróżniła kubek prawie do dna ;D

Pan Vojta jest zachwycony jej postępami.  Dzisiaj zobaczył jak wstaje przy łóżku i chodzi dookoła, robi to „prawidłowo”.  Jestem happy :)

Idą jej dolne czwórki,  codziennie wali takie kupy,  że ląduje w kąpieli. 

Teraz będą ferie, wiec „przedszkole”  będzie zamknięte,  trochę szkoda… 

Przeszliśmy na pieluchy nr 5.

Mała czesze sobie włosy,  mi i lali też.

Wyciera mi chusteczką buzię po obiedzie,  sobie też,  ale bardziej wyciera okolice ucha ;)

Wczoraj nauczyła się włączać odkurzacz  akumulatorowy,  cały dzień buczał co chwilę. 

Aaa przypomniałam sobie! Przedwczoraj   wróciłiśmy z przedszkola i posadziłam małą na krzesło,  żeby ją rozebrać.  Oczywiście ją przytrzymywałam jak zawsze.  Nagle spadła!  Na moich oczach spadła! Centralnie na twarz :( Boże jak bardzo płakała,  z nosa poleciało trochę krwi :( A ja płakałam razem z nią i przepraszałam :( (tak żeby nie widziała, że płaczę).  Miała śliwę na policzku i spuchnięty koniuszek noska,  całe szczęście dzisiaj już nie ma śladu.  Biedne dziecko :( A matka idiotka. 

(Juti przeczytałam,  dziękuję,  odpiszę :*)

Kardiolog

  • Napisane 13 maja 2015 o 14:21

Byłam z małą u kardiologa.

Boże…

Jej serduszko jest zdrowe.

Jest zdrowe.

Zdrowe!!!

Plany

  • Napisane 11 maja 2015 o 14:49

Dzisiejsza wizyta u Vojty była nieco inna niż wszystkie.

Pogadaliśmy sobie na różne tematy. Zapytał wprost, czy planujemy drugie dziecko. Odpowiedziałam wprost. Że wszystko zależy od małej i od jej rozwoju i stanu zdrowia. Bo nie wyobrażam sobie takiego tempa życia w ciąży, tym bardziej, że tę miałam zagrożoną. I tych ćwiczeń 4 razy dziennie, gdy trzymam małą z całej siły, a że mała ma krzepę, to często aż przebieram nogami, żeby ją utrzymać. Do bólu i zakwasów rąk już się przyzwyczaiłam, ale nie wyobrażam sobie robić tego w ciąży. To duży wysiłek.

Czyli pomyślimy o tym, gdy mała stanie na nogi, zacznie sama dobrze chodzić i nie będę musiała z nią gdzieś codziennie chodzić.

A on? Zapewnił mnie, że motorycznie mała już rozwija się jak zdrowe dziecko, bo nie każde w tym wieku samo chodzi. Ale dogoniła rówieśników! Dogoniła!!! Nikt nie wie co będzie później, ale w tej chwili on jest zadowolony.

I będziemy do niego chodzić na pewno do końca roku. Aua.

Mam nadzieję, że z rozwojem psychicznym też będzie dobrze.

Opowiedziałam mu o in vitro i o tym, że jeszcze czekają na nas mrozaki. Był trochę zdziwiony, ale tak pozytywnie, bo jeszcze z nikim o tym nie gadał i nie wiedział jak wygląda procedura, przyjmowanie hormonów itd. To było ciekawe doświadczenie też dla mnie.

Powiedział mi szczerze, że jeszcze za krótko zna małą, ale wygląda na to, że nie ma ciężkiej postaci choroby i on jest dobrej myśli.

Szczerze mówiąc ja na razie chyba nie chcę kolejnego dziecka. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby urodziło się chore. Co prawda szanse na to są prawie żadne, ale tak samo „ustrzeliliśmy” małej chorobę. Już wolałabym wygrać w totka… Ale gdzieś tam w sercu wiem, że maleńki na mnie czeka.

Dzień Matki

  • Napisane 10 maja 2015 o 22:50

Dzisiaj obchodziłam dzień matki (niemiecki), już drugi w życiu :).

W zeszłym roku malutka dała mi w nocy bobu, całą noc nie spałam i byłam wykończona. To teraz dla odmiany spała prawie do dziesiątej! To było piękne, wyspałam się za wszystkie czasy. Tato powitał nas z rana bukietem bzu i czekoladkami. Kocham bez i ten zapach…

Od razu przypomniało mi się, że jak wróciłam z malutką do domu po porodzie, znalazłam na stoliku nocnym właśnie bukiecik bzu :).

Po śniadaniu pojechaliśmy na basen, pierwszy raz z malutką. To był ostatni dzień krytego basenu, od teraz będzie otwarty tylko na świeżym powietrzu. Już w domu ubrałam jej pieluszkę do pływania i strój kąpielowy. I to był błąd. Te pieluchy chyba nie trzymają zbyt dobrze, bo małej przeciekło siku jak jechała w aucie ;) I legginsy musiały się suszyć w szafce hehe. Trochę miałam obawy jak to wszystko będzie, jak Ona zareaguje na taki gwar i ogrom wody. I co? Było wspaniale!

Mała była z początku trochę niepewna, ale siedząc na moich nogach zaraz się rozkręciła i była wniebowzięta! Chlapała wodę rączkami, zjeżdżała ze ślizgawki w barwach tęczy, chodziła w wodzie za rączki, łapała wodę z fontanny, ale chyba najbardziej podobało się jej „pływanie” na brzuszku :) Wzięłam ją też do dużego głębokiego basenu i wypłynęłyśmy na zewnątrz! Słońce mocno grzało, nie było wiatru, a woda podgrzewana. Posiedzieliśmy chwilkę w jacuzzi, mała była zdziwiona bąbelkami. Było super, aż żal było stamtąd wychodzić, ale musieliśmy, bo mała była bardzo zmęczona, nawet nie protestowała jak ją wsadzałam do wózka parasolki.

W domu od razu była szybka kąpiel, cycy i spać ;). Jak wstała poszliśmy na rynek na obiad, polędwicę w sosie estragonowym i Spätzle. Malutka też wcinała w wózku kluseczki. Zamówiłam sok jabłkowy i dostałam pół litra soku w kuflu, przesadzili hehe. Ale uwielbiam tam jeść :). Słońce mocno świeciło, więc poszliśmy jeszcze na lody miętowe, a w drodze powrotnej oczywiście nasz pies musiał ciągnąć jak w zaprzęgu…

To był udany dzień :)

Trochę na wariackich papierach, ale tak teraz wyglądają nasze dni.

Rano pobudka i śniadanie, Ćwiczenia Vojty, Basen, Drzemka, Obiad, Ćwiczenia Vojty, Wypad na miasto, Kolacja, Ćwiczenia Vojty Flaszka i spać.

Niestety to jest tylko wersja light, bo dzisiaj ćwiczyłam ją tylko 3 razy, a normalnie jest 4. Następny tydzień będzie ciężki. Jutro wizyta u Vojty i okulista dziecięcy, wtorek grupa wsparcia dla mam z dziećmi (ja na to mówię przedszkole, bo dzieci mają zabawy rozwijające, śpiewy itd). W środę kardiolog, w czwartek znowu Vojta. Nie wiem co z piątkiem, bo mają nam dołożyć Bobathy (a wolałabym basen lub logopedę). W to muszę wpleść ćwiczenia 4 razy dziennie i standardowo obiady, pranie, wyjście z psem, ogarnięcie domu.

Co do sprzątania… Nie wiem jak mogłam żyć bez mopa parowego. No naprawdę nie wiem. Dostałam od brata i jestem zachwycona, a podłoga w końcu jest czysta (no, bywa czysta, dopóki pies się na niej nie rozwali).

Najbardziej czekam na wtorek, bo ma przyjść rowerek 4 w 1, urodzinowy prezent za dostane pieniążki :) Mam nadzieję, że będzie dobrze się nim kierowało, to będziemy nim jeździć do przedszkola. I mam nadzieje, że mała się do niego zmieści, że wejdą jej nóżki w tę obręcz…

Bo bardzo szybko rośnie. Już ma wzrost dwulatki. Kupiłam jej więc strój kąpielowy rozmiar 92, przymierzam – za mały :/. Kupiłam więc inny w kauflandzie, z księżniczką z Disneya, rozmiar dla trzy – czterolatki (chyba 98 – 104). Masakra. Jest co prawda trochę luźniejszy, bo mam nadzieje, że wystarczy na całe lato, ale z tym nie wiadomo… Ubrania nosi teraz 92. Buty 22 (troszkę za duże), kupiłam w Polsce. Śliczne ciemno różowe zabudowane sandały.

W dniu wyjazdu do Polski byliśmy u urologa, gdy wchodziliśmy do gabinetu (w klinice) akurat przyszła pani clown i machała do malutkiej, a ta się cieszyła. Uwielbiam takich wolontariuszy :). Pani doktor się przygotowała na temat jej choroby, zadała odpowiednie pytania, a później zrobiła usg. Czułam, że mi nogi miękną jak patrzyła w monitor. A ona mówi, że to nic strasznego na tym etapie i że po prostu trzeba to obserwować :) myślałam, że padnę, poczułam taką ulgę… Więc co pół roku nasz pediatra ma robić usg kontrolne. Uff. Wyszłam stamtąd z wielkim uśmiechem na twarzy, chyba większym niż miał ten clown…

Nie wiem o czym jeszcze pisać, ogólnie bardzo dużo się dzieje, codziennie coś. Bardzo boli mnie kręgosłup od dźwigania małej, a to dopiero początek.

Samodzielność

  • Napisane 7 maja 2015 o 12:55

Mała jest coraz bardziej samodzielna.  Od 4 dni chodzi przy meblach, od 2 puszcza się jedną rączką kanapy, łapie stolika i przechodzi do niego :) 

cdn…