Przeglądasz archiwum Lipiec, 2015 .
Wyświetlam 1 - 4 z 4 notek

Eksplozja mowy

  • Napisane 15 lipca 2015 o 21:05

Wraz z pierwszymi krokami przyszła eksplozja mowy. Od wczoraj hitem jest „buta buta”. Co to znaczy? Nie mam pojęcia ;D mała chce chodzić po domu, woła buta, chce pić, woła buta, płacze, woła buta. Do tego cały dzień mówi po swojemu, po chińsku, lub jak twierdzi pan Vojta – po czesku ;D Zapomniała, że jedzenie to amam, kaczka kwakwa itd. Teraz wszystko jest buta… kilka dni temu pięknie powiedziała butelka ;) i nazwała nieświadomie tatę po imieniu xD Uparła się na na B i koniec.

Jest u nas dziadek, mała jest szczęśliwa. Ciągle ciągnie go za rękę, żeby z nią chodził ;) byliśmy razem na ćwiczeniach i na przedszkolu, przez ten czas dziadek czekał, chodził po sklepach itd. Mała cała promieniała gdy widziała, że po wszystkim dziadek znowu jest przy niej.

Wczoraj na przedszkolu opiekunka zasugerowała, że dobrze byłoby gdybyśmy się przeniosły na poniedziałkową grupę, bo tam jest więcej dzieci niż na naszej wtorkowej (wczoraj był tylko jeden chłopiec – Sebastian). Problem w tym, że zajęcia są od 9:00 do 10:30 rano, a o 12:50 mam tam znowu rehabilitację. Mam pół godziny drogi w jedną stronę, więc nieciekawie to wygląda ze względów organizacyjnych. 6 godzin w biegu to chyba dla małej trochę za dużo… do tego obiad, ćwiczenia w domu 4 razy dziennie, masakra. Muszę to przemyśleć.

Czekam na wizytę w Centrum Pediatryczno – Pedagogicznym i zobaczymy co tam powiedzą. Może przejdziemy pod ich opiekę, bo mam wrażenie, że tam gdzie teraz chodzę prowadzą trochę bezsensowne ogólne zajęcia.

W niedzielę jedziemy do Polski :)

Chodzi!!!

  • Napisane 10 lipca 2015 o 14:21

Malutka sama chodzi!!! No chodzi!!! Ja nie wierzę :D Jestem tak szczęśliwa jak kiedyś… 

Boże…

A miała nie chodzić do 3 roku życia :D

Zdążyła przed 15 miesiącem!

Czyli jeszcze 14 ;D

Aaaaaaaaaaaa!!!!!!!

NOP?

  • Napisane 9 lipca 2015 o 10:46

Sobota

Mała ma dalej straszną biegunkę i bardzo przy tym płacze.  Do tego gorączka.  Noc była ciężka, z gorączką.  Nurofen,  chłodne okłady. 

Rano tato pojechał kupić jakieś nowe ubranka dla małej,  a my bawiłyśmy się w małym pokoju.  Nagle straszny pisk i płacz,  małej poszła krew z nosa.  Przyjechał tata i pojechaliśmy na pogotowie.  Upał był niemiłosierny…

Ludzi było bardzo dużo, ale naprawdę szybko poszło.  Przyjęła nas pani doktor,  pozaglądała małej w dziurki,  w uszy,  gardło i stwierdziła,  że to mogła być reakcja po szczepieniu połączona z innymi czynnikami.  Takie kombo…

Mamy to zgłosić lekarzowi szczepiącemu. 

Dostała syrop na biegunkę.  Odebraliśmy go z apteki,  patrzę,  a tam w składzie aspartam :( Mała nie może go brać, bo mogą u niej wystąpić po tym drgawki…  Tato pojechał do innej apteki i kupił inny lek o tym samym działaniu, ale z normalnym składem.

Ostatni nurofen podałam o 22:00 i gorączka spadła.

Poniedziałek

Jestem chora,  umieram.  Wymioty,  biegunka, gorączka,  totalne osłabienie.
Całe szczęście małej juz przeszło.  Wygląda na to, że to był wirus i mała została zaszczepiona jak juz była zarażona :( W niedzielę przyjechał dziadek, całe szczęście, bo nie wiem jak dałabym sobie sama radę…

Upał jest tak straszny,  że nie da się żyć :(

mmr

  • Napisane 6 lipca 2015 o 15:05

piątek 3.07

Dzisiaj zaszczepiłam małą Priorixem przeciwko odrze, śwince, różyczce i jeszcze 7 innym wirusom. 10 wirusów na raz, masakra…

Jest straszny upał. Nasz doktor przeniósł się do pewnej kamienicy i otworzył samodzielną praktykę. Ładnie tam i bardzo skromnie z wystrojem, co jest plusem. Ucieszył się chyba, że pozostaliśmy pod jego opieką. Wypytał o rozwój małej, postawił ją na nóżki i stwierdził, że rozwija się całkiem normalnie jak na swój wiek. Normalnie aż mi łzy szczęścia stanęły w oczach ;)

Malutka mierzy 88cm u waży ups… 13,900. Klocek z niej ;) Okazuje się, że wcześniej była źle zmierzona i znowu miałam rację mierząc ją w domu, gdy ciągle mi wychodziło mniej, niż wpisali jej do książeczki… Bardzo mnie ta pomyłka cieszy ;) Tylko co zrobić z jej ogromnym apetytem?

Później przyszła pielęgniarka i zaczęło się. Tato trzymał za rączki, pielęgniarka złapała za nóżki i aż się zaśmiali, bo nie mogła jej utrzymać! Doktor powiedział, że jest bardzo silna po tych ćwiczeniach vojty ;D Dostała dwie szczepionki w nóżki i widać było, że nawet jej to specjalnie nie zabolało, krzyczała tylko, żeby ją puścić. Dostała w nagrodę różową bransoletkę.

Po wizycie poszliśmy do optyka po sznurek do okularów przeciwsłonecznych małej, taki żeby zabezpieczał je przed kontaktem z ziemią ;) Były po 40 centów. Śmialiśmy się jak dzicy, bo we Włoszech takie kosztowały 10 euro. Pani jeszcze wyczyściła małej okularki i wyszliśmy stamtąd zadowoleni.

Niestety po dwóch godzinach od szczepienia mała siedząc na dywanie zapłakała w bardzo dziwny sposób. Wystraszyłam się i pytam jej co się stało i już mój nos wiedział… Dostała mega biegunki. Posadziłam ją do kolacji, nie chciała swojej ukochanej kiełbaski. Zjadła tylko trochę pomidora i białego sera i nagle… zwymiotowała wszystko! Pierwszy raz w życiu zobaczyłam jak moje dziecko wymiotuje. Wystraszyła się i zaczęła płakać. Umyłam ją i przebrałam, w tym czasie tato posprzątał miejsce zdarzenia. A było co sprzątać… Jeszcze w nocy prałam pokrowiec fotelika do karmienia, bo śmierdział nie powiem czym ;)

Biegunka dała o sobie znać jeszcze dwa razy, przy każdym mała płakała, widocznie bolał ją brzuszek :( Razem z tymi objawami dwie godziny po szczepieniu zaczęła się gorączka 38 stopni, która szybko rosła (do 38,7), podałam więc nurofen. A lekarz mówił, że gorączka może być, ale dopiero po około 8 dniach…

Zaszczepiłam małą świadomie, po wielu miesiącach czytania w internecie, po wielu rozmowach z różnymi lekarzami i rehabilitantami. Jestem świadoma możliwych powikłań. Te mniej groźne już nas dopadły. Mam nadzieję, że na tym się skończy, bo inaczej sobie tego nie wybaczę :(

Teraz malutka śpi obok mnie w łóżku, gorączkę ma dalej, ale już nie tak wysoką. Chyba dzisiaj nie zasnę, będę jej pilnować.