Przeglądasz archiwum Sierpień, 2015 .
Wyświetlam 1 - 4 z 4 notek

Koniec lata

  • Napisane 22 sierpnia 2015 o 00:11

Zbliża się koniec lata. Jest coraz chłodniej, jest przyjemnie, a jednocześnie tak mi szkoda ;)

Reszta festiwalu piwa minęła w super atmosferze, spotkaliśmy się z kolegą Stefanem, jego żoną i dwójką chłopców. Ich starszy syn chodził do przedszkola specjalnego, bo nie mówił nigdzie poza domem. W domu mówili po polsku i po niemiecku, znał ten język, a jednak po wyjściu z domu do nikogo się nie odzywał. Teraz chodzi do szkoły specjalnej. Podobno rodzice mieli wybór i uznali, że tak będzie najlepiej. Po takiej szkole w Niemczech będzie miał bardzo ograniczone pole rozwoju. Właściwie prawie żadne. Nie znajdzie normalnej pracy. A chłopiec zachowuje i wypowiada się całkiem normalnie. Czy ten wybór był właściwy? Wiedzą to tylko rodzice…

Chłopiec wygląda na szczęśliwe dziecko i bardzo dobrze czuje się w tej szkole. I to jest dobre.

Czy moja córka też tam trafi?

Czy…

Zbyt wiele pytań. To jeszcze nie czas.

Wracając do festiwalu, było super. Chłopaki pili litrowe piwa, my plotkowałyśmy, malutka chodziła po trawie koło namiotu pewnego i chciała, żeby ją ciągle kręcić na rękach. Tradycyjnie kupiliśmy na targach koszyk suszonych kiełbas, kabanosów, salami itd, uwielbiamy je. Dostałam wisiorek pasujący do dirndla. A tato ustrzelił dla córci trzy różyczki i wyłowił z torebek maskotkę serduszko ❤.

Malutka widziała konie (kucyki) i krowy, bo były prezentacje różnych ras, sama takich jeszcze nie widziałam :)

Dzisiaj była u mnie moja siostra z synami, 5cio i 9cio latkiem. Dzieci, cała trójka bawili się na dywanie klockami. Malutka dzielnie układała z nimi wieżę, pięknie się bawiła! Czyli już potrafi się bawić z dziećmi :) Nie mogę się doczekać kiedy pójdziemy na nową grupę, bo przenieśli nas do takiej, w której jest więcej dzieci. Mam nadzieję, że będą tam też trochę starsze, bo widzę, że mała naśladuje i chce robić to co inni. W dotychczasowej grupie nie miałaby wielkich bodźców rozwojowych.

Mała chętnie przychodziła do cioci, ciągnęła ją za rękę, by szła z nią w różne miejsca :)

To był udany dzień, usmażyłam prawie dwa kilo frytek, dzieci nie chciały jechać aż do wieczora. Mała była zachwycona towarzystwem. Chciałabym, żeby miała rodzeństwo :(

Oddałam całe pudło za małych ciuszków, nawet nie wiem kiedy ona z nich wyrosła. Moja siostra się śmiała, że jak będzie w takim tempie rosła, to niedługo przerośnie jej pięciolatka.

Nawet nie wie jak bardzo ma rację.

Nawet nie wie jak szybko to nastąpi ;)

Nadal nic nie wie, o niczym jej nie powiedziałam. Uważa malutką za dużą zdrową dziewczynkę i co najważniejsze, uważa, że bardzo dobrze się rozwija. Jest ze mną szczera. A mi aż chce się płakać z radości!

Ustaliłyśmy, że małą ochrzcimy za 4 tygodnie, jeśli ksiądz będzie miał wolny termin. Mam nadzieję, że jeszcze będzie ciepło :( Nie wiem w co ją ubiorę, ale buciki, świecę i szatkę już mam.

Nie mam za to chrzestnego…

Upały

  • Napisane 13 sierpnia 2015 o 14:52

Upały nie dają nam żyć :( Nie da się wyjść z domu.  Bo niby jak, jeśli zaraz kręci się w głowie, robi się słabo, oblewa pot od głowy do stóp,  twarz robi się czerwona i pulsuje…  Ja pierdzielę takie lato :/  I tak,  będę narzekać,  bo strasznie się teraz czuję.  Dom zaniedbany, robię tylko minimum z minimum. 

Wbrew pozorom nawet na basen się nie da iść z takim maluchem, bo zaraz marudzi. Mimo tego znowu spróbuję.  Jutro. 

Bo pojutrze upał ma się zmienić na 20 stopni.  Z DESZCZEM.  No kur…  :(

Juz wolę ten deszcz,  grad, mróz,  tylko mam żal, dlaczego nie ma już normalnego lata, jak za dawnych czasów? Przyjemne ciepełko od rana do wieczora, w nocy chłód dający ulgę.  W dzień baseny,  spotkania z przyjaciółmi,  wieczorami grill,  działka, spotkania z rodziną…  Brakuje mi tej normalności.

Ale w domu mimo upału też jest wesoło! Malutka zaczęła się wszędzie wspinać,  wchodzi i schodzi sobie z kanap i łóżka,  zakłada nogę na górę barierki w łóżeczku i kojcu =8-O  Chyba nie mogę już jej tak zostawiać, bo co jak uda jej się wypaść?  Jak się naciąganie to dosięga do wyłącznika światła, dzisiaj mi pokazała…  Na podobnej wysokości jest klamka od drzwi wyjściowych,  chyba muszę zacząć je zamykać na klucz (są zatrzaskowe).

Codziennie słucha terapii słuchowej i zaczęła mówić: to, daj :) 

Tydzień temu w sobotę byliśmy na wielkim festiwalu piwa, takim jak Oktoberfest.  Trwa on 2 tygodnie.  Mąż kupił mi Dirndla! To tradycyjny ludowy bawarski strój,  zawsze taki chciałam ;D Ubolewam,  że w Polsce nasze ludowe stroje nie są tak rozpowszechnione i chodzenie w nich to obciach :( Przecież są takie piękne (oczywiście nie wszystkie).  Suknie przymierzałam ponad 40 minut, było strasznie gorąco i duszno, bo targi są w halach bez klimatyzacji…  Ale udało się i znalazłam idealną. Żeby nie było, malutka tez ma mini dirndla,  którego kupiłam jej rok temu za śmieszną cenę :)

Na rozpoczęcie festiwalu jest zawsze wielka parada,  mała była zachwycona! Pierwszy raz widziała na żywo konie,  powozy i orkiestrę.  Dostała mnóstwo cukierków,  ale od policjantki bała się wziąć ;) 

Jeździłyśmy razem na karuzeli,  sama się bałam, tak pędziła hehe.  A mała była uśmiechnięta od ucha do ucha.  W namiocie (jednym z wielu) grała orkiestra,  ludzie tańczyli na stołach i gdzie się dało,  lało się piwo w litrowych kuflach,  standard.  Ja „tańczyłam” z roześmianą małą na rękach i wtedy zobaczyłam Ją.

Starsza,  może w moim wieku,  z mężem.  Obracała się co chwilę i z uśmiechem patrzyła na moją małą.  Ale jak…  Znam ten wzrok. Znam to jak nikt.  Jej spojrzenia wyjaśniały wszystko.  I jej męża też,  który uśmiechał się tuląc ją mocno.  Jeszcze dwa lata temu ja byłam Nią.  To ja tak stałam i czasami patrzyłam na szczęśliwe dzieci i…  było mi tak ciężko.  Mimo tego uśmiechu,  mimo wszystko.  Tego nie da się ukryć.

Mam nadzieję, że im się powiedzie.

Jutro znowu pójdziemy na festyn,  może tato ustrzeli dla córeczki misia? Wiem jedno.  To nasz najwspanialszy festyn ever.  Nawet w tamtym roku był słabszy, bo malutka tylko leżała w gondolce i nie wiedziała co się dzieje.

  Teraz wie.

I bardzo jej się to wszystko podoba :)

Terapia mowy

  • Napisane 6 sierpnia 2015 o 00:29

Mała jakiś czas temu zaczęła mówić: buta buta. To nadal jej ulubione słowa (poza tata), ale widać, że po prostu sprawia jej przyjemność wypowiadanie tego, często tak robi gdy się bawi, kłóci ze mną itd. Od wczoraj trenuje słowo: nie, kręcąc przy tym główką.

W Polsce zaczęła sama wspinać się na łóżka, wczoraj udało jej się to powtórzyć u nas, a narożnik jest dużo wyższy. Od tej pory wchodzi sobie sama kiedy chce.

W poniedziałek przyszły wyniki z diagnozą od genetyka. Czuję ulgę. dobrze mieć wszystko czarno na białym. Najdziwniejsze jest to, że jest jedyną w swoim rodzaju, jeszcze nigdy nie został opisany w literaturze medycznej taki przypadek, więc nikt nie może powiedzieć co dalej będzie. Poza kilkoma oczywistymi charakterystycznymi objawami. Ja jestem i chcę być dobrej myśli.

W Polsce zamówiłam zeszyty z płytami Cieszyńskiej: Słucham i uczę się mówić (Samogłoski i wykrzyknienia, Wyrazy dzwiękonaśladowcze). Jest to terapia słuchowa dla dzieci z zaburzeniami mowy (metoda krakowska). Potrafi uruchomić mowę u dzieci z zespołem downa, autyzmem itd, dlatego mam nadzieję, że i u małej da dobre efekty. Nie wiem czy ma zaburzenia mowy, ale działam na wszelki wypadek, bo im szybciej tym lepiej. Wiele dzieci z jej chorobą nie mówi wcale, albo bardzo słabo i niezrozumiałe. Wczoraj zaczęłyśmy.

Dziecko musi siedzieć w cichym pokoju, w spokoju, na uszach mieć słuchawki z puszczoną płytą (swoją drogą wolałabym to od razu mieć w np. mp3, bo tak wygodniej niż z płyty kompaktowej i nie musiałabym przerabiać). Ja siedzę naprzeciwko i pokazuję obrazki, wymawiając sylaby (a, o, e, i itd…). Dziecko powinno je powtarzać. Moja powtarza tylko a, e i aaa jak w kołysance ;). Ale dzisiaj był dopiero drugi dzień terapii, więc nie można mieć wymagań… Cały czas próbuje ściągać słuchawki, jest z tym trochę zachodu.

Vojtą ćwiczymy mniej intensywnie i rzadziej, bo są upały i nie wolno jej przegrzewać. Ma farta ;).

Przedwczoraj poszłyśmy na rehabilitację i pan nie przyszedł, pocałowałam klamkę. Odpisał na smsa, że widzimy się w czwartek. Rano dzwonili do mnie z ośrodka pewnie w tej sprawie, ale nie zdążyłam odebrać, a nikt nie odbierał jak oddzwaniałam (biuro zamknięte, bo ferie).

Wczoraj mała zszokowała mnie. Poszłyśmy do garażu po wodę, a mała chciała wejść do auta. Tłumaczyłam jej, że auto jest zamknięte i się nie da i ruszałam klamką by to udowodnić. A ona dalej swoje. To powiedziałam, że musimy zaczekać na tatę, bo on ma klucze od auta i tylko on może je otworzyć. A ona wyciągła mi klucze z kieszeni i przytkała do klamki, żebym otworzyła :) Aż mi się coś zrobiło… Nigdy jej specjalnie nie pokazywałam do czego służą klucze, nie uczyłam jej tej nazwy, po prostu nauczyła się tego sama z obserwacji… A autem razem jeździmy naprawdę bardzo rzadko,więc nie miała wielu okazji. Jestem w szoku jak wiele ona rozumie, więcej niż mi się wydaje ;)

Dzisiaj też na przykład lałam wodę do wanienki i chciałam się jej na chwilkę pozbyć, więc powiedziałam pod nosem: – idź przynieś krabka i kaczkę z pokoju, wsadź je do chodzika. Nie liczyłam nawet na to, że wyjdzie z łazienki. A ona? Poszła do pokoju i przywiozła w chodziku (pchaczu) te zabawki do kąpieli! Coraz mądrzejsze to moje dziecko… :)

Aaa zapomniałabym. Przedwczoraj w poniedziałek obcięłam jej pierwszy raz grzywkę!!! ślicznie wygląda! i w końcu włoski nie lecą do oczu. Kosmyk zachowałam do albumu ;)

Urlop nr 2

  • Napisane 2 sierpnia 2015 o 22:57

Jesteśmy w Polsce.  W sobotę 3 dni temu mała zaczęła sama wchodzić na narożnik babci oraz na łóżko.  Chodzi sama od pokoju do kuchni, do łazienki,  mijając po drodze nasze walizki, zabawki i leżącego wielkiego psa.  Ostatnio stanęła mu na uchu,  a on biedny nic,  tylko czekał aż odejdzie…  Nie mogę uwierzyć jak ona pięknie chodzi.  Kiwa się jeszcze,  upada co jakiś czas na pupę,  ale podkurcza rączki, albo wyciąga je przed siebie i idzie gdzie chce =)  Do tego ładnie sama bawi się piłką,  chodzi z nią,  rzuca,  goni,  jak podniesie to rzuca znowu i znów ją goni ;)

Byłam dzisiaj u fryzjera i wszyscy byli w szoku, że mała ma 15 miesięcy.  Właśnie strzygli trzyletniego chłopca,  który był jej wzrostu… Fryzjerki komentowały, a i mi i tej mamie trzylatka było głupio,  bo moja za duża, a jej niby za mały…  Paranoja. Było mi naprawdę ciężko,  mojemu mężowi, który przy tym był też :( Czyli zaczęło się…  Mała ma nadal około 88 cm wzrostu i jakieś 14 kg wagi,  rozmiar nóżki 23.

Zaczynam zauważać, że społeczeństwo nie akceptuje „inności”. 

2 sierpnia

Jesteśmy już w domu, urlop był świetny. 

Najpierw kilka dni u babci od strony męża.  Byliśmy na basenie,  woda była lodowate pomimo upału, wkoło pełno Czechów.  Niedaleko siedziała kobieta z dziewczynką z zespołem downa i miała fajny wózek mclaren do 25kg. Szkoda, że ja takiego od razu nie kupiłam ;)  Malutka plakaty pływała koło babci i bardzo się cieszyła.  Później na kocu zjadła kanapkę z nutellą i pół gofra…  Nie ma to jak profilaktyka przeciwcukrzycowa ;) zrobili tam też fajny plac zabaw, mała pierwszy raz kręciła się na karuzeli (u nas nie ma) i była zachwycona! Na sam koniec padła,  zasnęła w wózku.  Niestety spacerówka którą wzięliśmy jest nierozkładana i musiałam ją opuścić za rączki prawie do kolan, żeby mała miała choć trochę poziomą pozycję do snu.

Byliśmy też wszyscy na pizzy,  nawet dziadek poszedł ;) Malutka jeździła na słoniu, do którego wrzucało się złotówki, ale nie była zachwycona.

U drugiej babci mała rozkręciła się na dobre.  Chodziła od pokoju do kuchni,  nosiła piłkę itd.  Nawet nauczyła się przechodzić przez wysoki próg.

Babcia nauczyła ją wyciągać rączkę do całowania,  teraz chodzi i każe wszystkim rączki całować…  ;D

Kupiłam jej mnóstwo ciuchów,  bluzek, spodni, dresów,  skarpetek,  majtek.  W Pepco były skarpetki z ABS za 1,99 czyli 0,50 cent,  a u. mnie jedna para kosztuje 3,5 euro.  Nic tyko biznes kręcić ;) znalazłam jej tam też piękne getry w koty,  podobne są w h&m w odpowiednio wysokiej cenie.  

Znalazłam też ładną sukienkę do chrztu (tak! postanowiliśmy ją ochrzcić!), ale po przymiarce w domu okazała się tak ciasna, że nie mogłam jej zdjąć z małej ,  a ta darła się w niebogłosy. Niestety nie było już większych rozmiarów, ten był 92. Chyba ktoś ma za duży brzuszek ;)  Oddałam ją i dokupiłam jeszcze jeden dres.  Udało mi się za to znaleźć białe buciki do chrztu, takie w których będzie mogła jeszcze później pochodzić choćby do piasku. Szczyt solidności to to nie jest, bo z jakiejś no name firmy z małego sklepiku .  Pewnie chińskie i się rozwalą, ale wyglądają normalnie, są szyte,  od spodu skórka.  Do tej pory kupowałam jej dosyć porządne buty, ale stwierdziłam, że być może będą one na raz i po prostu szkoda kasy ;)

Cały pobyt u babci był super,  pokazywałam jej zdjęcia i filmiki dzieci z jej chorobą,  powoli ją uświadamiałam ;). Stwierdziła, że gdybym jej nie powiedziała o chorobie, to nie zorientowałaby się, tylko myślałaby, że mała jest po prostu duża.  Bo jest sprawna, zachowuje się normalnie, jest sprytna i wydaje się być naprawdę inteligentna.  A babcia wychowała trójkę dzieci,  ma inne wnuki itd więc się zna ;).  Zresztą każdy kto wie, tak mówi o małej.  Boże mam nadzieję, że naprawdę z jej rozwojem będzie wszystko normalnie…

Po powrocie do domu przeszła samą siebie… Biegała po całym domu, otwierała szafki w kuchni, czego wcześniej nie robiła, rzuciła się na wszystkie swoje zabawki… Widać ogromną różnicę w zachowaniu w porównaniu do tego sprzed wyjazdu. Te urlopy dają jej kopa :)

Teraz już nie chce siedzieć w wózku, ona chce chodzić! I to najlepiej w przeciwnym kierunku ;D