Przeglądasz archiwum Grudzień, 2015 .
Wyświetlam 1 - 6 z 6 notek

Koniec roku

  • Napisane 30 grudnia 2015 o 22:08

Zbliża się koniec roku. Może powinnam zrobić podsumowanie?

To był ciężki rok.  Najcięższy w moim trzydziestoparoletnim życiu.

W marcu  szczęśliwi byliśmy odwiedzić klinikę, by dowiedzieć się o transferze mrozaków.  Dzień później otrzymaliśmy diagnozę u genetyka o chorobie małej i całe plany diabli wzięli.  Mąż już nie chce.  Nie i koniec. 

Ciągłe rehabilitacje,  4 razy dziennie w domu, dwa razy tygodniowo u Vojty,  do tego grupa 1 w tygodniu.  Codzienne ćwiczenia umysłowe w domu,  zabawy rozwijające,  stymulujące,  próby terapii mowy.  Jeżdżenie po specjalistach i lekarzach,  wizyty co tydzień,  dwa to był standard.  Do tego choroba mojej mamy,  problemy taty i siostry…

Między tym toczyło się życie, Wielkanoc, Chrzest malutkiej,  wizyty babć i dziadka,  basen,  urlop we Włoszech,  różne rozrywki, w końcu Święta Bożego Narodzenia. Było całkiem przyjemnie.  Chyba.

Ciężko podsumować ten rok. Na pewno był bardzo pracowity, pełen strachu i stresu. 

Chciałabym, by przyszły rok był spokojny i bez  nieprzyjemnych niespodzianek. 

Chciałabym być lepszą żoną, bo stałam się bardzo niedobrą,  zgorzkniałą i wymagającą.  I złą. Bo on odbiera mi ostatnią szansę na dziecko tylko dlatego,  że jedno mamy chore.

Chciałabym, by przestała mnie nawiedzać wewnętrzna agresja,  z którą walczę codziennie, by nie wyszła na zewnątrz.

Chciałabym odzyskać umiejętność płaczu,  bo to pomaga,  koi.  A ja już nie potrafię płakać łzami.  Czuję się pusta pod względem emocjonalnym.  Radość,  złe wiadomości,  śmieszne historie przyjmuję na tym samym poziomie emocjonalnym.  Nic mnie nie rusza.  To nie jest normalne. 

Chciałabym, by przeprowadzka okazała się dobrym posunięciem.  Bardzo się jej boję,  im bliżej,  tym bardziej rośnie moje przekonanie o podjęciu złej decyzji.  Ale i z tym walczę i nastawiam się pozytywnie.  Trochę na siłę,  ale wierzę,  że będą plusy i że mogę tam być szczęśliwa. 

Chciałabym, by malutka umysłowo rozwijała się prawidłowo,  by wszystkie obawy minęły.  By zaczęła mówić.  By były postępy w motoryce.  By nie przyszedł autyzm,  padaczka, rak i inne strachy. 

Chciałabym mieć więcej siły i energii.

Chciałabym, by nasze życie było szczęśliwe,  bo mimo wszystko jest.  Jesteśmy dobrą rodziną i chciałabym, by w przyszłym roku spotkały nas same dobre rzeczy. 

I Was też. 

Nie widać

  • Napisane 15 grudnia 2015 o 22:16

- Wiesz, ona wcale nie wygląda jakby była chora.  Szaleje i zachowuje się jak każde zdrowe dziecko.

Balsam dla mego serca z ust teściowej (matki i babci wielu wnucząt).

:) 

Bunt

  • Napisane 13 grudnia 2015 o 18:06

Zaczął się bunt dwulatka.

Na całego.

Rehabilitacja

  • Napisane 11 grudnia 2015 o 17:56

Wczoraj Vojta powiedział, że rozmawiał z naszym lekarzem i przedłużył małej rehabilitację na przyszły rok :)

Cieszę się, że tak gładko poszło.  I trochę mi smutno, że dalej jej potrzebuje,  ale nic na to nie poradzę.  Jest jak jest.

Wygląda na to, że chyba duży wózek nie będzie potrzebny…  Mała biega jak szalona,  nie da się jej utrzymać w wózku na spacerze, bo ona chce chodzić!  Ale sama.  Całkiem sama!  Nie za rączkę,  czy za kaptur ;)  Sama i koniec! Nie ważne, że na ulicę,  w błoto czy pod nogi ludzi.  Ona  sama.  Wszystko sama. 

Ratunku :)

Zupa

  • Napisane 8 grudnia 2015 o 22:22

Dzisiaj pierwszy raz sama zjadła całą zupę ŁYŻKĄ!

Babcia gotowała flaczki i odlała trochę wywaru z warzywami,  zasypałam to kaszą manną i zasiadłyśmy do obiadu.  Mała od bardzo dawna grzebała łyżką w zupie,  ale większość jadła rękami.  A dzisiaj mnie zaskoczyła…  Od początku sumiennie, łyżka za łyżką, nabierała zupę i jadła.  Tak jakby to robiła od dawna! Byłam w takim szoku, że nawet się do niej nie odzywałam, żeby tego nie przerwać.  Za to nakręciłam filmik :).  Zjadła całą miskę zupy,  nawet nie było wielkiego pobojowiska..

Jestem taka szczęśliwa,  każda jej nowa umiejętność to jak wygrana na loterii :)

***

Śniło mi się,  że zaczęła tak naprawdę mówić. Tak jak kiedyś śniło mi się jej chodzenie. 

Moje sny się spełniają.

Mikołaj

  • Napisane 7 grudnia 2015 o 15:17

Mikołajki zaczęły się już 5 grudnia.  Kilka dni wcześniej tata przyniósł kartonowy bucik do kolorowania,  malutka na raty rysowała na nim kreski  ;)  Taki piękny oddaliśmy do sklepu i w sobotę był do odebrania.  Pełen pyszności od Mikołaja! Czekoladowy lizak na patyku został od razu pożarty, resztę schowałam jej na później I był tam sam mikołaj! Rozdawał mini batoniki.  Po drodze na rynku spotkaliśmy jeszcze jednego, który częstował żelkami. Przed samym wyjściem na to spotkanie przyszła do nas ciocia z prezentami,  bo spotkała mikołaja.  Dał małej wielkie kubki,  z których można zrobić wieżę większą od niej samej i zestaw kawowy…