Przeglądasz archiwum Styczeń, 2017 .
Wyświetlam 1 - 2 z 2 notek

Trzymajcie kciuki

  • Napisane 23 stycznia 2017 o 16:02

Chyba znalazłam. 

Wczoraj byliśmy na dniach otwartych przedszkola,  które mam 5 minut drogi od domu (i to na malutkich nóżkach).  przedszkole bardzo konkretne,  normalne,  ładne.  I mają dzieci integracyjne! Jest dziewczynka z mukowiscydozą,  chłopiec, który ma coś konkretnego z nogą,  nie bardzo zrozumiałam co.  Dziecko z lekkim upośledzeniem umysłowym i jeszcze kilka z innymi zaburzeniami.  Z luźnej rozmowy przy kawie i ciastku, dowiedziałam od pani opiekunki, że miewają różne dzieci integracyjne,  także np z zespołem downa czy innymi chorobami i nic nie jest im straszne.  Biorą jedno -  dwoje dzieci na grupę dzieci zdrowych i to super się sprawdza.  Po fakcie dowiedziałam się, że ta miła i wyluzowana pani opiekunka jest w rzeczywistości panią dyrektor ;D Dobrze  że nie wiedziałam i rozmawiałam całkowicie bez stresu hehe.  Obserwowała małą i powiedziała, że nie widzi żadnego problemu, by jej nie wziąć.  W czwartek idę ją zapisać :D Oby tylko było miejsce, bo od września zwalnia się tylko jedno jedyne dla dziecka integracyjnego, ale dyrektorka jest dobrej myśli.  Zresztą jak tylko tam weszłam i powiedziałam ile mała ma lat przy swoim wzroście, to od razu wiedziała o kogo chodzi,  nawet imię zapamiętała i się ucieszyła, że przyszliśmy ;D Przedszkole ma wielki przewijak ze schodkami,  w razie gdyby nie udało jej się odpieluchować (musi się udać!).  Mają też szufladki z milionem ubranek na zmianę,  gdyby któremuś dziecku zdarzyła się mokra niespodzianka ;D Jest ładny duży pokój do ergoterapii,  mała może tam zabierać na zajęcia koleżankę lub większą ilość kolegów jeśli ma ochotę.  Super pomysł,  bardzo mi się spodobało takie podejście.  Jest pokój do leżakowania,  jak dziecko nie ma ochoty,  to może iść się bawić do sali.  Jest standardowo kilka zwykłych sal zabaw z różnymi cudami i co mnie zaskoczyło,  pokój muzyczny,  w którym często opowiadają sobie historie biblijne typu arka Noego ;)  Osobiście jest mi to obojętne i nie mam nic przeciwko takim zajęciom,  jeśli mają je w programie.  Plac zabaw jest niewielki,  ale całkiem normalny,  dzieci mają gdzie się wyszaleć. 

To tyle z moich obserwacji,  jestem pełna nadziei, że wszystko się ułoży po mojej myśli. 

Dzisiaj znowu byłam na cotygodniowych zajęciach i opiekunka małej kolejny raz truła mi,  że przedszkole specjalne będzie dla niej lepsze,  ciśnie mnie i daje mi ulotki.  Boję się, żeby mi pipa nie zaszkodziła,  bo ją zamorduję.  Uważa małą chyba za upośledzoną,  ale to tak jest przy tej chorobie :( Jest bardzo duża,  słabo mówi,  prawie nie rozumie po niemiecku więc nie wykonuje jej poleceń i ma hipotonię,  co wiąże się też ze słabszą mimiką twarzy :( Ale w główce jest wszystko dobrze,  co potwierdzają liczne,  regularne badania w ośrodku.  Chciałabym, żeby ta kobieta się od nas odczepiła.  Jak to się w końcu stanie i zakończymy współpracę z radości chyba wypiję butelkę wina i zjem całego torta tańcząc jednocześnie.

Dodam, że ten ośrodek od badań poleca nam właśnie zwykłe przedszkole integracyjne i kontakt ze zdrowymi dziećmi z naszej okolicy i w razie czego u nich będę szukać ratunku. 

31 tydzień

  • Napisane 19 stycznia 2017 o 18:01

Jutro zaczynam 31 tydzień. Wszystko idzie gładko.  Robiłam test obciążenia glukozą i niestety znowu mam cukrzycę ciążową.  Tym razem jednak nie panikuję,  znam wszystkie szczegóły…  Na razie jest łatwo.  Bo dietę trzymam od początku ciąży.  Być może dzięki temu do tej pory nie biorę insuliny,  jedynie mierzę cukier.  I to nie
codziennie,  a co drugi dzień.  Nie chodzę do tej lekarki co ostatnio,  zmieniłam diabetologa i to chyba jest strzał w dziesiątkę.  Jest serdeczna pielęgniarka diabetologiczna,  która bardzo mnie wspiera,  wszystko wyjaśnia,  podsuwa rozwiązania.  Lekarzem jest Polka,  trochę oschła i taka jak typowy polski lekarz ;)  Ale zostaję u niej do końca,  bo nie wylicza mi pasków do mierzenia i bez problemu daje recepty.  Kazała mi jeść dużo kiszonej kapusty i ogórków jak jestem głodna,  szczególnie na noc.  Jednak co Polka to Polka ;D Bardzo mnie to rozbawiło,  ale póki co działa i cukry trzymają się w granicach normy. 

W 28 +0 tygodniu miałam ostatnie usg,  tak  z założenia, bo myślałam, że to będzie ktg.  Mąż z małą czekał w gabinecie i mówi, że nie wchodzi do zabiegowego z małą, bo i tak nie ma po co.  A gin na to, że dzisiaj jest,  bo będzie usg :D Miła niespodzianka.  Maleństwo miało 1,25 kg wagi i jest już ułożona główką do wyjścia!  Rozważam poród sn.  Boże co ja piszę i o czym myślę…  Nie wiem jak to będzie,  nie wiem czy dam radę.  Ale tak myślę,  że jak po cc dałam radę od razu chodzić i po 2 dobach przestałam brać tabletki przeciwbólowe (ibuprom),  to może z porodem też sobie poradzę?  nie wiem.  Trochę wątpię,  bo wiem, że moc bólu na pewno mnie zaskoczy i zwali z nóg.  Chciałabym jednak spróbować,  by móc szybciej dojść do siebie,  móc szybciej dźwigać lub choćby pchać wózek.  Może uniknę ogromnego bólu kręgosłupa przez pół roku? Może dziecko będzie się lepiej rozwijać? Eeh nie wiem,  ale jak się uda,  to chyba poczekam do skurczów i najwyżej będę błagać o cc ;D Dlatego też tak bardzo chcę uniknąć insuliny, by móc rodzić w moim mieście,  a nie znowu w tym oddalonym o godzinę drogi :/

Dzisiaj trochę sobie popłakałam.  Bo znowu uświadamiają mi,  że moja starsza córka jest inna. 

Byliśmy oglądać przedszkole specjalne dla dzieci z problemami z mową i zachowaniem,  socjalizacją itp.  Bardzo blisko domu, w środku bardzo fajne (ładne to za dużo powiedziane,  ale niczego w nim nie brakuje).  Mała od razu dołączyła do dzieci,  które miały jakieś zajęcia w kółku i została z nimi sama na około godzinę.  Bez oglądania się za mamą.  My w tym czasie poszliśmy na górę rozmawiać z panią dyrektor.  Pokazała nam całe przedszkole,  była bardzo miła,  jednak po dokładnym zapoznaniu się z dokumentacją małej coś się zmieniło.  Zaczęła nam dawać adresy innych przedszkoli,  mówić, że nie wie czy oni są w stanie zapewnić odpowiednią opiekę, że musi jeszcze pomyśleć itp.  Odechciało mi się.  odechciało mi się wszystkiego.  Problemem jest jej niepełnosprawność,  czyli obniżone napięcie mięśniowe,  a co się z tym wiąże – problemy z równowagą i mniej pewny chód.  Mała ładnie chodzi,  rzadko upada,  potrzebuje jednak ręki dla pewności, by zejść ze schodów.  Lub po prostu asekuracji w razie gdyby jej się noga podwinęła i miała wywinąć na tych schodach orła.  Babka uznała,  że mała może wymagać zbyt dużo uwagi,  a oni mają mało personelu (1 pani na 10 – 14 dzieci).  To fajne przedszkole specjalne…   Nawet kurwa tam nas nie chcą,  chociaż mała nie jest upośledzona. 

W niedzielę idę oglądać przedszkole integracyjne, które jest najbliżej mnie i zobaczymy.  Zobaczymy czy zechcą małą,  czy ich chwalenie się przyjmowaniem dzieci z niepełnosprawnością to też kit.  Bo taki ładny wózek inwalidzki mają w logo…  A mała nie wymaga tyle uwagi i pomocy,  co przedszkolak z wózkiem.  Już się nie napalam. 

Jak tam jej nie wezmą, to zrobię ten krok.  Zrobię,  nie wiem jak,  będę wyć i płakać,  ale dam ją do przedszkola specjalnego z dojazdem,  które już oglądałam.  Personel profesjonalny i bardzo serdeczny dla dzieci,  nastawiony na pracę z dziećmi i naukę wszystkiego od podstaw.  Nawet pampersy przybierają jak trzeba i uczą powoli nocnika.  Uczą mówić,  uczą niemieckiego.  Uczą liczyć,  kroić,  gotować,  malować.  Dają wszystko to,  co daje zwykłe przedszkole razy 10, bo bardzo skupiają się na każdym dziecku.  Do tego w ramach przedszkola jest ergo,  logo i fizjoterapia.  Dlaczego więc tak się bronię?

Dlaczego to jest tak ciężkie?

Bo to pogodzenie się z losem.  Przyznanie, że nie da się inaczej.  Pogodzenia się z tym,  że będzie jedną z dzieci chorych,  między koleżankami z zespołem downa,  lub z innymi lżejszymi dysfunkcjami.

Zawsze chciałam, by moje dziecko chodziło do przedszkola integracyjnego i miało niepełnosprawnych kolegów, by uczyło się tolerancji i niesienia pomocy oraz tego,  że niepełnosprawność jest normalna.  Nigdy jednak nie pomyślałam, że będziemy z tej drugiej strony.  Jeszcze kilka miesięcy temu wierzyłam, że będzie normalnie.  Bo w Polsce,  a przynajmniej w moim rodzinnym mieście bez problemu przyjęły by ją zwykłe przedszkola lub jedno integracyjne.  Tutaj nie wiem na czym ta integracja ma polegać, skoro chore dzieci są tylko z chorymi w osobnych szkołach i przedszkolach.  I dlatego wyję.  Bo nie tak mnie uczyli. Uczyli,  że inny,  nie oznacza gorszy,  nie zamyka i nie izoluje ich się w obecnych czasach.  Nie segreguje na starcie tylko dlatego,  że dwu i pół latek jeszcze nie mówi pełnymi zdaniami.  Tu ta segregacja następuje od razu.  I to mnie przeraża,  bo rozwój każdego zdrowego dziecka jest inny.  Ja sama zaczęłam późno mówić i długo mówiłam w swoim języku. Mimo pięknych opinii z ośrodka, dobrych testów na inteligencję itp i tak odrzucają nas na starcie,  bo mała jest trochę inna.  Ciśnie mi się na usta tylko jedno,  ale tego nie napiszę,  by nie wylewać złości w przekleństwach. 

Będzie co ma być.

A jak będzie bardzo źle, to wrócimy do Polski.

Szkoda tylko, że nie mamy do czego  wracać :(