31 tydzień

  • Napisane 19 stycznia 2017 o 18:01

Jutro zaczynam 31 tydzień. Wszystko idzie gładko.  Robiłam test obciążenia glukozą i niestety znowu mam cukrzycę ciążową.  Tym razem jednak nie panikuję,  znam wszystkie szczegóły…  Na razie jest łatwo.  Bo dietę trzymam od początku ciąży.  Być może dzięki temu do tej pory nie biorę insuliny,  jedynie mierzę cukier.  I to nie
codziennie,  a co drugi dzień.  Nie chodzę do tej lekarki co ostatnio,  zmieniłam diabetologa i to chyba jest strzał w dziesiątkę.  Jest serdeczna pielęgniarka diabetologiczna,  która bardzo mnie wspiera,  wszystko wyjaśnia,  podsuwa rozwiązania.  Lekarzem jest Polka,  trochę oschła i taka jak typowy polski lekarz ;)  Ale zostaję u niej do końca,  bo nie wylicza mi pasków do mierzenia i bez problemu daje recepty.  Kazała mi jeść dużo kiszonej kapusty i ogórków jak jestem głodna,  szczególnie na noc.  Jednak co Polka to Polka ;D Bardzo mnie to rozbawiło,  ale póki co działa i cukry trzymają się w granicach normy. 

W 28 +0 tygodniu miałam ostatnie usg,  tak  z założenia, bo myślałam, że to będzie ktg.  Mąż z małą czekał w gabinecie i mówi, że nie wchodzi do zabiegowego z małą, bo i tak nie ma po co.  A gin na to, że dzisiaj jest,  bo będzie usg :D Miła niespodzianka.  Maleństwo miało 1,25 kg wagi i jest już ułożona główką do wyjścia!  Rozważam poród sn.  Boże co ja piszę i o czym myślę…  Nie wiem jak to będzie,  nie wiem czy dam radę.  Ale tak myślę,  że jak po cc dałam radę od razu chodzić i po 2 dobach przestałam brać tabletki przeciwbólowe (ibuprom),  to może z porodem też sobie poradzę?  nie wiem.  Trochę wątpię,  bo wiem, że moc bólu na pewno mnie zaskoczy i zwali z nóg.  Chciałabym jednak spróbować,  by móc szybciej dojść do siebie,  móc szybciej dźwigać lub choćby pchać wózek.  Może uniknę ogromnego bólu kręgosłupa przez pół roku? Może dziecko będzie się lepiej rozwijać? Eeh nie wiem,  ale jak się uda,  to chyba poczekam do skurczów i najwyżej będę błagać o cc ;D Dlatego też tak bardzo chcę uniknąć insuliny, by móc rodzić w moim mieście,  a nie znowu w tym oddalonym o godzinę drogi :/

Dzisiaj trochę sobie popłakałam.  Bo znowu uświadamiają mi,  że moja starsza córka jest inna. 

Byliśmy oglądać przedszkole specjalne dla dzieci z problemami z mową i zachowaniem,  socjalizacją itp.  Bardzo blisko domu, w środku bardzo fajne (ładne to za dużo powiedziane,  ale niczego w nim nie brakuje).  Mała od razu dołączyła do dzieci,  które miały jakieś zajęcia w kółku i została z nimi sama na około godzinę.  Bez oglądania się za mamą.  My w tym czasie poszliśmy na górę rozmawiać z panią dyrektor.  Pokazała nam całe przedszkole,  była bardzo miła,  jednak po dokładnym zapoznaniu się z dokumentacją małej coś się zmieniło.  Zaczęła nam dawać adresy innych przedszkoli,  mówić, że nie wie czy oni są w stanie zapewnić odpowiednią opiekę, że musi jeszcze pomyśleć itp.  Odechciało mi się.  odechciało mi się wszystkiego.  Problemem jest jej niepełnosprawność,  czyli obniżone napięcie mięśniowe,  a co się z tym wiąże – problemy z równowagą i mniej pewny chód.  Mała ładnie chodzi,  rzadko upada,  potrzebuje jednak ręki dla pewności, by zejść ze schodów.  Lub po prostu asekuracji w razie gdyby jej się noga podwinęła i miała wywinąć na tych schodach orła.  Babka uznała,  że mała może wymagać zbyt dużo uwagi,  a oni mają mało personelu (1 pani na 10 – 14 dzieci).  To fajne przedszkole specjalne…   Nawet kurwa tam nas nie chcą,  chociaż mała nie jest upośledzona. 

W niedzielę idę oglądać przedszkole integracyjne, które jest najbliżej mnie i zobaczymy.  Zobaczymy czy zechcą małą,  czy ich chwalenie się przyjmowaniem dzieci z niepełnosprawnością to też kit.  Bo taki ładny wózek inwalidzki mają w logo…  A mała nie wymaga tyle uwagi i pomocy,  co przedszkolak z wózkiem.  Już się nie napalam. 

Jak tam jej nie wezmą, to zrobię ten krok.  Zrobię,  nie wiem jak,  będę wyć i płakać,  ale dam ją do przedszkola specjalnego z dojazdem,  które już oglądałam.  Personel profesjonalny i bardzo serdeczny dla dzieci,  nastawiony na pracę z dziećmi i naukę wszystkiego od podstaw.  Nawet pampersy przybierają jak trzeba i uczą powoli nocnika.  Uczą mówić,  uczą niemieckiego.  Uczą liczyć,  kroić,  gotować,  malować.  Dają wszystko to,  co daje zwykłe przedszkole razy 10, bo bardzo skupiają się na każdym dziecku.  Do tego w ramach przedszkola jest ergo,  logo i fizjoterapia.  Dlaczego więc tak się bronię?

Dlaczego to jest tak ciężkie?

Bo to pogodzenie się z losem.  Przyznanie, że nie da się inaczej.  Pogodzenia się z tym,  że będzie jedną z dzieci chorych,  między koleżankami z zespołem downa,  lub z innymi lżejszymi dysfunkcjami.

Zawsze chciałam, by moje dziecko chodziło do przedszkola integracyjnego i miało niepełnosprawnych kolegów, by uczyło się tolerancji i niesienia pomocy oraz tego,  że niepełnosprawność jest normalna.  Nigdy jednak nie pomyślałam, że będziemy z tej drugiej strony.  Jeszcze kilka miesięcy temu wierzyłam, że będzie normalnie.  Bo w Polsce,  a przynajmniej w moim rodzinnym mieście bez problemu przyjęły by ją zwykłe przedszkola lub jedno integracyjne.  Tutaj nie wiem na czym ta integracja ma polegać, skoro chore dzieci są tylko z chorymi w osobnych szkołach i przedszkolach.  I dlatego wyję.  Bo nie tak mnie uczyli. Uczyli,  że inny,  nie oznacza gorszy,  nie zamyka i nie izoluje ich się w obecnych czasach.  Nie segreguje na starcie tylko dlatego,  że dwu i pół latek jeszcze nie mówi pełnymi zdaniami.  Tu ta segregacja następuje od razu.  I to mnie przeraża,  bo rozwój każdego zdrowego dziecka jest inny.  Ja sama zaczęłam późno mówić i długo mówiłam w swoim języku. Mimo pięknych opinii z ośrodka, dobrych testów na inteligencję itp i tak odrzucają nas na starcie,  bo mała jest trochę inna.  Ciśnie mi się na usta tylko jedno,  ale tego nie napiszę,  by nie wylewać złości w przekleństwach. 

Będzie co ma być.

A jak będzie bardzo źle, to wrócimy do Polski.

Szkoda tylko, że nie mamy do czego  wracać :(

Komentarze (4) do 31 tydzień

  1. ~BalbinaMalina pisze:

    Oj, nie, walcz o to, żeby nie była w przedszkolu specjalnym, bo ta „łatka” niepełnosprawnej. Integracyjne-tak, ale nie specjalne, z mojego dziecka chcieli zrobić niepełnosprawne, aby łatwiej mogło dostać się do przedszkola, absolutnie się nie zgodziłam. Mój syn zaczął mówić pełnymi zdaniami jak miał skończone dobrze 3 lata. Nie wolno Ci się poddawać.

  2. ~Agata pisze:

    Zupelnie nie rozumiem o co chodzi tym przedszkolom?! Jezeli Mala jest intelektualnie sprawna, to powinna chodzic do zwyklej placowki, ze zdrowymi dziecmi. Co z tego, ze ma mniej pewny chod? Jesli wystarczy ja potrzymac za reke, to nie jest jakies straszne wymaganie dla nauczycielek… :/ A ze nie mowi pelnymi zdaniami? Smiechu warte, moja corka zaczela pozno mowic i wieku 2.5 lat, dopiero zaczynala laczyc 2-3 wyrazy, a mowila tak niewyraznie, ze tylko my – rodzice ja rozumielismy! Teraz ma 5.5 lat i gada normalnie i to w dwoch jezykach.

    Wy mieszkacie w Niemczech, tak? Nie wiem co to za dziwna polityka w tym kraju… My mieszkamy w Stanach i moja Bi chodzila w zeszlym roku (teraz jest juz w zerowce, w szkole) do przedszkola, zwyklego, najzwyklejszego. A jednak, w jej grupie znalazla sie dziewczynka z karlowatoscia, chlopczyk jezdzacy na wozku inwalidzkim oraz inny, gleboko uposledzony, nie mowiacy i z trudem sie poruszajacy. I moja corka bawila sie z tymi dziecmi tak samo, jak z reszta, znala ich imiona, wiedziala co lubia, itd. Traktowala je zwyczajnie, jak wszystkie pozostale dzieciaki w grupie… Owszem, przedszkole musialo zatrudnic dodatkowa kadre do pomocy, ale przynajmniej te dzieci z obciazeniami nie byly izolowane w osobnych placowkach. I tak powinno byc.

  3. ~juti pisze:

    Oj, ale zleciało, już po 30 tygodniu… Już taka duża :)
    A co do przedszkola, jakieś sensowne „zwykłe” z dużą liczbą pań by się nie znalazło?

  4. ~mazenka pisze:

    Dziękuję dziewczyny za te słowa :* Będę walczyć o dobry rozwój małej ze wszystkich sił. Juti chyba znalazłam!!!

Dodaj komentarz