Przeglądasz archiwum Marzec, 2017 .
Wyświetlam 1 - 2 z 2 notek

Przedszkole

  • Napisane 11 marca 2017 o 16:13

Wczoraj mała dostała list. Tak, mała, na kopercie było jej imię, nikogo innego ;D Z przedszkola, z obrazkami. Przyszła decyzja o przyjęciu!!! Do tego integracyjnego koło nas, tak jak chciałam :) Tak bardzo się cieszę!

Zaczął się 38 tydzień i już robi się ciężko. Muszę porozmawiać z maleńką o jej eksmisji, chyba już czas by zmieniła lokum na bardziej wygodne, bo już ledwo wsiadam do auta (jest dosyć niskie i trzeba się nieźle zgiąć w pasie). Spać też już niewygodnie i mi i jej, biedna po mojej przewrotce na bok jeszcze długo się układa, zanim zaśnie. Nie mogę się jej doczekać, by ją utulić, poczuć, zobaczyć jak wygląda… Czy będzie podobna do starszej siostry? Czy będzie zdrowa? Już niedługo się okaże :)

Wczoraj miałam ostatnią wizytę u diabetologa, cukry super unormowane dietą, więc kolejna wizyta dopiero za pół roku. Kilka dni po porodzie mam sobie zmierzyć poziom glukozy, norma na czczo do 110, 2 godziny po posiłku do 140. Oby sobie cukrzyca poszła.

Dzisiaj dużo chodziliśmy po mieście, po rynku Wysiadam przy takim wysiłku, ale było super, tak wiosennie :) Kupiłam maleńkiej butelkę w razie czego. 

Teraz mam małą i będzie do tego maleńka. Mała tak naprawdę jest już bardzo duża. Mimo zbliżających się trzecich urodzin wygląda jak pięciolatka. No cóż, bywa ;)

Będę miała dwie istoty do kochania. Już mam.

I trzecią kudłatą.

I męża, który po raz kolejny przy ciąży spisuje się na medal i wspiera mnie ze wszystkich sił.

Czasami myślę, że naprawdę mam szczęście w życiu :)

37 tydzień ciąży

  • Napisane 6 marca 2017 o 16:33

To już końcówka, zbliża się meta. Zbliża się nieubłaganie i nie wiem czy bardziej się cieszę czy… no właśnie co, boję? Nie nazwę tego strachem, ale jest niepokój. Jak to będzie, czy dam radę. Czy i tak na końcu nie skończy się cc i mimo męczarni nie będę cierpieć przez kolejnych kilka miesięcy. 

Cholera chyba się boję.

Przedwczoraj byliśmy oglądać porodówkę w moim mieście. Niewiele się dowiedziałam, bo niewiele słyszałam przez moją starszą córkę, która ciągle miała mi coś do powiedzenia, do skakania, czy prób ucieczki od nudy. Wiem tyle, że zapewniają komfortowe warunki, zgadzają się praktycznie na wszystko czego sobie rodząca życzy. Są dwie sale do porodów w wodzie, można z wanny korzystać razem z partnerem. Oczywiście przy porodzie w wodzie niemożliwe jest znieczulenie ale to logiczne. Można przez wszystkie trzy porodu robić co intuicyja podpowiada, rodzić w każdej pozycji, także przy parciu. Na łóżku, na stojąco, na hokerze porodowym, na klęczkach itp. Ciekawe jak to wygląda w praktyce, bo żeby zachęcić zawsze wszystko się upiększa ;) 

Akurat jedna kobieta z mężem przechodziła do innej sali. Ledwo żywa. Z takim bólem na twarzy, że aż ciarki przechodzą. Rodziła.

Nie wiem czy słusznie się na to decyduję. Ale grzecznie piję herbatę z malin z nadzieją, że pomoże jak indiański taniec na opady deszczu ;)

Wychodząc ze szpitala trafiliśmy na koncert fortepianowy w holu, usiedliśmy, bo akurat zaczął grać utwór mojego kochanego Yanna Tiersena. Aż mi łezka poleciała, może to był dobry znak… Tato wziął małą do pierwszego rzędu, była zachwycona.

Nie wiem czy to przez hormony, ale jakaś miękka się robię. Niektóre myśli wywołują u mnie łzy. Nigdy nie miałam czegoś takiego, nawet w pierwszej ciąży. Z reguły jestem twardą babką,  a teraz szkoda gadać.

Od dzisiaj nie wezmę więcej globulek z Progestanem. Już nie muszę, maleńka może się rodzić.

Miałam też dzisiaj wizytę u gienia, teraz mam co tydzień. Wszystko gotowe do porodu, mała ustawiła się główką w dół, brzuszek już opadł. Na ktg wpadł tato z małą, a mała mówi: O, dzidzia puk puk w brzuch nogą ;D

Aaa no bo tak, od wczoraj zaczęła mówić zdaniami :D Zaczęła!!! Nagle!!!
Oczywiście po swojemu, po chińsk-japońsku, ale da się ją zrozumieć, szczególnie teraz :) Jestem taka szczęśliwa i dumna. Obudziła się rano i rozmawiałyśmy sobie chwilę w sypialni, a ta mi nagle zaczęła kilkuwyrazowe zdania składać, nie mogłam uwierzyć :)

Od przedwczoraj wieczora mam mocne skurcze przepowiadające. Tzn wydaje mi się, że sa mocne, bo podobno mogą być też bezbolesne. Te bolą podobnie do miesiączkowych, plus ból krzyża i kłucie w podwoziu. Super mieszanka, ale nie jest źle ;D Niech sobie macica trenuje.

Ze strachu, że to już blisko, kończę to co zaczęłam, czyli pranie ostatnich małych rzeczy typu śpiworki, kocyki itp. Muszę wygotować smoczki, laktator, żeby mieć spokojniejszą głowę. No i czas doprowadzić do perfekcji pokój zabaw małej, w którym zamierzam spać z maleństwem po powrocie do domu. Zobaczymy jak to wyjdzie z tym naszym spaniem.

Nikt nie przyjedzie nam pomóc, bo mój tato dostał nową pracę, mama chora, du teściowej przyjeżdżają goście. Całe szczęście na czas porodu mogę liczyć na siostrę, nie wiem co bym bez niej zrobiła :(

Byłyśmy dzisiaj na grupie i dziewczyny były zdziwione, że jeszcze przyszłam. A ja naprawdę super się czuję. Nie chcę odbierać małej tych zajęć, bo wiem, że dużo jej dają i je po prostu lubi :)

Dziwnie się czuję wiedząc, że to może nastąpić nawet już zaraz. Poród, noworodek, ten zachwyt, ta miłość.

Ja – niepłodna.

Czekam na drugie dziecko.

Jeszcze kilka lat temu nie wierzyłam, że marzenia się spełniają.

Spełniają się.