Przeglądasz archiwum 4 maja 2017.
Wyświetlam 1 notkę

Szczęście

  • Napisane 4 maja 2017 o 17:51

Było pięknie.

Mimo bólu. Podczas słabszych skurczy na początku (myślałam, że to już są mocne) chodziłam z mężem po korytarzu szpitala i żartowaliśmy. Świetne wspomnienia, do dzisiaj chce mi się śmiać z reakcji ludzi na moje skurcze, chociaż wtedy mi do śmiechu nie było. Za to dobry humor dopisywał. W pokoju do rodzenia też, chociaż już rzadziej i nie wszystko pamiętam. Skupienie i ból obierają pamięć. Dlaczego więc tak mile to wspominam? Dlaczego chętnie wracam do wspomnień, do zdjęć (tak, chciałam i mam zdjęcia)? Po prostu spełniłam marzenie, chociaż koniec był inny. I też jestem bardzo z niego zadowolona! Dziwne? Dziwne! :) Super było jak zaczęłam odzyskiwać „przytomność” po kroplówce z opiatem. Nie pomogła zmniejszyć bólu podczas skurczy, ale wydłużyły się przerwy między nimi. I znowu zaczęły się żarty i śmiechy, choć ostatkiem sił. Podróż na salę operacyjną była zabawna, wiózł mnie mój własny mąż :D oczywiście razem z położną (czy kto to był, już nie jarzyłam kto jest kim). Znowu pozwolili mi zostać w okularach! Ktoś powiedział, że przecież muszę zobaczyć własne dziecko ;D Na sali operacyjnej też wszyscy żartowali, śmiali się subtelnie jak jęczałam na skurczu przebierając palcami u stóp, bo nie wolno mi było się poruszyć przy wbijaniu znieczulenia w kręgosłup. To była masakra :D A jak już się udało i kładłam się na plecy, momentalnie cały ból minął. Boże, co to był a za ulga! Wspaniałe uczucie! Czułam się, jakbym się kładła na plaży, takie odprężenie. Cała się trzęsłam cały poród i teraz na sali też… Dali mi ciepły koc elektryczny ;) Niestety i on nie pomógł, stwierdzili, że to reakcja organizmu na ból i sam poród. Kroili mnie, a ja wołałam, czekajcie na mojego męża xD A oni się śmiali i wołali: już idzie, już idzie, hehe. Wyciągnęli malutką, dali na stację i w tym momencie wpadł mój mąż :D W samą porę hehe. Szybko mnie pozszywali i wywieźli na pooperacyjną. Zapytałam czy długo będę leżeć, poleżałam dosłownie chwilę, a tu nagle wchodzi mój mąż z maleńką na rękach . Najpiękniejszy widok na świecie :) Mała od razu zaczęła pić z piersi jak szalona, a ja byłam taka szczęśliwa, bo moja pierworodna nie potrafiła.

Nie wiem jak opisać swoje uczucia i wrażenia. Mimo długiego porodu zakończonego cc uważam,że był bardzo piękny i udany. Wspominam go z szerokim uśmiechem. Nie mam żadnej traumy, wręcz przeciwnie. Nie wiem czy to zasługa miłego personelu i super atmosfery, mojego męża czy mojego podejścia. Może dziwnie to zabrzmi, ale każdej życzę takiego porodu. Może raczej powinnam życzyć dwugodzinnego i zakończonego normalnie? To tego życzę! Ale tak fajnego jak mój :)

Momentami zastanawiam się, czy może niepłodność, ta cała walka o ciąże itd miała na to wpływ. Być może dlatego jestem taka radosna? Mimo problemów, chorób, walk, zmęczenia i chodzenia jak zombie jestem tak szczęśliwa. I nie jest zawsze tak wspaniale, momentami miewam dość i marzę o spokoju, jaki był przy jednym dziecku. A później dzieci idą spać i wraca to szczęście ;D