Wyświetlam 11 - 20 z 152 notek

Boże Narodzenie

  • Napisane 24 grudnia 2016 o 23:32

Życzę wszystkim zdrowych, spokojnych Świąt Bożego Narodzenia,  spędzonych w miłej, rodzinnej atmosferze. 

U nas wszystko dobrze.  Mała rośnie,  maleńka w brzuchu też,  tylko czasu na wszystko brak.  A na pisanie szczególnie. 

Spokój codzienności

  • Napisane 1 grudnia 2016 o 16:11

Jutro zaczynam 24 tydzień. Czas leci tak spokojnie, tak przyjemnie. Nic się. nie dzieje. Czasami zapominam, że jestem w ciąży i tylko fakt, że rośnie wielorybi brzuszek mi o tym przypomina. No i kopniaki, których jest bardzo duzo i są naprawdę mocne. Całkiem inaczej niż z pierwszą córeczką, ona była bardzo spokojna.

Byłam w szpitalu na usg genetycznym. Niestety tato nie mógł wejść, musiał zająć się małą (dziecko nie mogło wejść do gabinetu). Najpierw standardowe pytania zadawane przez panią stażystkę, dużo o poprzedniej ciąży z małą. Później potrenowała na mnie pomiary na usg ;). Przyszła pani doktor i bardzo długo wszystko sprawdzała. Serce powiększała do 30cm na dużym ekranie, inne narządy i mózg też. Wszystko w normie, bez wad. Rączki, nóżki, czaszka również. Wszystko jest idealnie. To usg nie ocenia dobrostan płodu, jednak nie może wykluczyć wielu chorób, w tym np zespołu Downa, którego bardzo się boję. Raczej maleństwo jest zdrowe, bo przy zd często występuje np wada serca lub krótsze kości udowe, ale niczego nie można wykluczyć. Pozostaje się modlić i mieć nadzieję, że drugie dzieciątko będzie zdrowe. Wierzę w to. Wierzę!
Dostałam ładne zdjęcia z badania i nakaz.

Mam więcej jeść. Bo przytyłam 2 kilo. Z tym, że ja jem, ale na wszelki wypadek jestem na diecie cukrzycowej z małymi odchyleniami ;) Odżywiam się po prostu zdrowo, dużo warzyw, chude mięso, bez Fastfood i słodyczy. zamiast nich robię np naleśniki orkiszowe, ciasto dyniowo orkiszowe, jem gorzką czekoladę z pomarańczami lub jogurt naturalny z owocami np maliny, jagody. Sama robię galaretki lub budynie z cukrem trzcinowym. Pozwalam sobie na wiele jak mam ochotę i na totalnym luzie, ale nie tyję, tylko brzuszek rośnie. Ostatnio mam coraz większy apetyt szczególnie na zupy, potrafię zjeść kilka dużych talerzy w ciągu dnia… Za 1,5 tygodnia mam kolejną wizytę u ginekologa i ma wyznaczyć mi termin testu glukozowego, niecierpię tego.

Czytałam, że zdarza się, że dzieci urodzone w tym tygodniu (24) mogą przeżyć, nieliczne, ale jednak. I są też takie, które później dobrze się rozwijają. Szok. Śniło mi się, że urodziłam w 27 tygodniu i mam nadzieję, że będzie zupełnie na odwrót i urodzę w 40. Od ostatniej wizyty ograniczyłam Progesteron i biorę tylko 2 x 1, profilaktycznie ;).

Na święta nie jedziemy do Polski z uwagi na ryzyko (długa podróż w niewygodnej pozycji, ślisko, ryzyko wypadku). Szkoda, ale wolę nie ryzykować. Za to przyjedzie do nas mój tato, mała już nie może się doczekać dziadka :D. W ostatniej ciąży mnie nie widział, to teraz będzie miał okazję ;). mama zostaje u brata.

Skupiam się teraz na gromadzeniu rzeczy, tzn dopiero teoretycznie, niedługo przejdę do praktyki. Kupiłam tylko 3 pary body i 3 pieluszki tetrowe. Za tydzień jadę oglądać wózek, no i muszę znaleźć łóżeczko. Tym razem chcę takie malutkie (do 6 miesięcy) na kółkach, z obniżanym bokiem i możliwością szybkiego dołączenia do mojego łóżka na noc. W szpitalu takie miałam, niesamowicie wygodne. Może uda mi się takie znaleźć.

Oby reszta ciąży też przebiegła tak spokojnie…

Aaa i jeszcze jedno.

To dziewczynka :)

Tak sobie

  • Napisane 5 października 2016 o 16:28

Na wczorajszą wizytę u ginekologa czekałam jak na zbawienie. Bo usg, mierzenie, zobaczę czy są wszystkie kończyny, narządy, mózg. Jestem totalnie przeziębiona, do tego zaraziłam małą i nie ma na nic siły :(. Miałyśmy jechać autobusem, ale przyjechała po nas siostra ze swoim fotelikiem i synkem i zwiozła nas, chwała jej za to. Zacierałam ręce, bo zaraz poznam. płeć przy odrobinie szczęścia i zobaczę maleństwo. U lekarza hop na fotel, najpierw badanie szyjki, wszystko okej, dolegliwości nie ma. Dziękuję do widzenia. Jak to, nie będzie usg, na które czekałam miesiąc? Nie.

Kurwa.

Nie ma takiej potrzeby . Jakbym wiedziała, to zgłosiłabym ból brzucha, lekkie plamienie czy cokolwiek innego :/. Wizyta trwała kilka minut, kolejna za miesiąc i dopiero wtedy będzie usg z mierzeniem. W 19 tygodniu. Dopiero wtedy dowiem się czy głowa jest na swoim miejscu, czy małe się dobrze rozwija. W książeczce wpisała mi obecną akcję serca. Ciekawe skąd się, skoro nawet nie posłuchała, tylko zbadała palpacyjnie. Z tego wszystkiego zapomniałam zapytać o odstawienie leków, musiałam czekać aż kolejka pacjentka wyjdzie, żeby dopytać.

Czuję się zawiedziona i olana, bo jedyne o co zapytała, to moja decyzja co do amnio.

Uważam ją za świetnego lekarza, uratowała moją małą, ale wtedy ze względu na krwawienia skakała koło mnie jak koło jajka…

a może to dobrze? Może powinnam się cieszyć? (nawet się cieszę, że jestem w końcu „zwykłą pacjentką”) . Ale czegoś mi brak. To będzie długi miesiąc niepewności.

No co jak małogłowie? Bezmózgowie? Deformacje? Co jak wada serca? Zespół downa lub inny śmiertelny? Szit.

Gdybym nie była tchórzem w tym temacie, zrobiłam amnio. Ale czuję, że nie. Nie mogę. Nie wiem dlaczego.

Dzisiaj upiekłam pyszną babkę, zawsze będzie mi się kojarzyć z dzieciństwem. Moja mama nadal jest u brata, nie jest w stanie żyć samodzielnie. Jak brat załatwi wszystkie formalności zabiorę ją do siebie. Jakoś damy radę.

Chciałabym zrobić teraz prawo jazdy, bardzo by się przydało, ale boję się mocnych emocji i ich wpływu na dziecko. Na dziecko, które nadal jest bezimienne.

Czasami czuję łaskotki w brzuchu, „węża” i delikatne stukanie. Ale tylko czasami, bardzo rzadko.

Jestem szczęśliwa i zastanawiam się nad wyborem wózka. Musi być lekki, stabilny i tani, bo będzie cały czas stał na klatce na parterze. Jak ktoś buchnie, to się nie popłaczę ;) Żałuję, że swój sprzedałam w styczniu. Aaa i musi mieć długą rączkę, żeby mała mogła jeździć „na doczepkę” na podkładce, bo czekają nas dalekie wyprawy kilka razy w tygodniu.

15 tydzień… Lada chwila 16. Czas szybko leci, a do mnie dalej to trochę nie dociera. Żyję na luzie, bez stresu. Rzeczywiście druga ciąża jest całkiem inna niż pierwsza. :)

Mdłości ustępują, pojawia się apetyt. Głównie na słodkie. Staram się bardzo hamować, bo boję się kolejnej cukrzycy ciążowej. Chociaż wiem, że i tak przyjdzie. A może będę w tej nielicznej grupie i się zdziwię?

Rośnij maleństwo w brzuszku i bądź zdrowe. Proszę.

Powrót do rzeczywistości.

  • Napisane 19 września 2016 o 13:49

Dzisiaj zaczynamy naszą harówę. Koniec wakacji, wszystko zaczyna się na nowo.

Dzisiaj rozpoczęliśmy od Mutter – Kind Gruppe, zrobionej z naszej grupy wczesnej interwencji. Tato zawiózł nas godzinę wcześniej, bo też zaczyna nową pracę i musiał być wcześniej. Chodziłyśmy po centrum handlowym, wszystko było jeszcze pozamykane. Kręciłyśmy się na schodach ruchomych w górę i w dół – mała to uwielbia.

I byłoby wszystko fajnie, gdyby nie jeden facet. Zaczął zagadywać małą, tak normalnie jak każdy inny na ulicy. Ale nagle wyjechał: ona jest chora?


Bo ja kiedyś pracowałem z chorymi dziećmi. One są takie kochane.

Odechciało mi się.
Odechciało mi się wszystkiego.
Nie wiem jakim cudem nie odpowiedziałam spierdalaj.

Nie wiem za bardzo co było dalej, mózg mi się zatrzymał. Facet zniknął, a ja siedziałam i chciało mi się płakać. Tak zewnętrznie, łzami, bo w duszy już wyłam.

Wiem, że już po niej widać. Wiem, że wygląda jak 4 latek, a ma 2. Wiem, że jest inna.

Ale cholernie mi przykro.

Po co mówić matce dziecka np. z zespołem downa, o! ma zespół downa. Albo: o! porażenie mózgowe? O, poparzone? Nie kurr, specjalnie dziecko tylko tak wygląda dla zmyły, jest zdrowe jak ryba…

Poszłam na tą grupę, dziewczyny gratulowały mi ciąży (wcześniej im napisałam), w sumie było fajnie. Byłoby, gdyby nie ten incydent, który w sumie incydentem nie był, ale tak bardzo zabolał. Wiem, że to zwykła sytuacja, jakich będzie wiele, ale czy kiedyś się do tego przyzwyczaję? Czy się uodpornię?

To boli tak, jak pytanie do niepłodnych: – A wy kiedy się dorobicie dziecka? Co nie chcecie?

Eeh…

11 tc

  • Napisane 4 września 2016 o 13:53

Maleństwo rośnie :)
W piątek 1 września byliśmy całą trójką na usg (10 tydzień). No, w sumie już czwórką.
Maluszek ma 3,8 cm, jest bardzo ruchliwy. Cały czas podskakiwał, ruszał rączkami i nóżkami :)
Wszystko jest w porządku, nie muszę leżeć. Następna wizyta dopiero za miesiąc.

Rozmawialiśmy o badaniach prenatalnych. Doktor powiedziała, że w naszym wypadku nie ma sensu robić przezierności karkowej i pappa, bo pokazują one tylko prawdopodobieństwo wystąpienia wad, a wiadomo że mając chore dziecko i znając naszą historię, szanse są większe. I że to niepotrzebny stres i naciąganie na badania. Sama nie wiem co o tym myśleć… Powiedzieliśmy, że boimy się robić amniopukcję, boimy się komplikacji, poronienia zdrowego dziecka itp. Powiedziała, że w naszym przypadku najlepsze będzie usg specjalne w szpitalu, w 20 tygodniu ciąży. Że to usg pokaże możliwe wady, zespół downa i inne zespoły genetyczne. Badają bardzo dokładnie wszystkie wymiary, kości, narządy, robią 3d i 4d, na którym dużo widać. Jak coś będzie nie tak, to dopiero wtedy robić amnio w tym tygodniu to już jest bezpieczniejsze. Ucieszyłam się i wyszłam stamtąd na skrzydłach.

Niestety czytam w necie i wychodzi na to, że nie do końca jest to takie fajne. Owszem, bezpieczne. Ale np. zespół downa wykrywa jedynie w 70% :(. A przecież jest tyle bardzo ciężkich chorób i zespołów :(

Już nie wiem co robić, naprawdę nie wiem. Czuję, że Maluszek jest zdrowy, ale czuję, że coś robię nie tak. Może powinnam już w 15 tc robić amniopukcjię? Może powinnam robić przezierność i pappa, chociaż wiem, że ryzyko wyjdzie podwyższone? A co będzie jak poprzez amnio poronię… To się naprawdę zdarza. Niepotrzebnie czytałam o tym, o odpływaniu wód płodowych itp. Może byłoby mi łatwiej podjąć decyzję.

A może rzeczywiście warto poczekać do 20 tygodnia i zaufać usg i niech się dzieje co chce?

Ciężko, naprawdę ciężko się o tym myśli.

Od 5 tygodnia non stop wymiotuję i mnie mdli. Jak sprzątam, gotuję, leżę, śpię. Schudłam na kość, ale wszystkie badania z krwi są w porządku. Mam nadzieję, że już niedługo mdłości się skończą i w końcu będę mogła zjeść normalny posiłek.

Wczoraj powiedzieliśmy przez scypa jednej babci, babcia w szoku, że jednak się zdecydowaliśmy ;). Brat wie od początku. Pozostali moi rodzice i reszta rodziny. Miałam czekać z wieściami do badań, ale przecież nie będę czekać do 20 któregoś tygodnia, jak będą wyniki…

Jestem bardzo szczęśliwa.

Zastrzyki

  • Napisane 3 sierpnia 2016 o 10:46

Wysłałam maila do kliniki z wysokością bety, oddzwonili do męża do pracy, ale koniecznie chcieli rozmawiać ze mną. Zadzwoniłam więc i rozmawiałam z moją kochaną doktor. Opisałam jej wszystko dokładnie jak to wyglądało i powiedziała, że to na bank z niedoboru hormonów (w poprzedniej ciąży krwawiłam właśnie po odstawieniu). Kazała mi dołożyć progynovę i brać 3×2, dołożyć progestan, oprócz tego co biorę dowcipnie, mam łykać 2 kapsułki. No i dała receptę na zastrzyki i plastry na brzuch… Cieszę się, będę spokojniejsza. I oczywiście mam leżeć. Nie będzie łatwo przy małej, bo jestem z nią sama całymi dniami. No i nie wiem jak z nią jeździć na rehabilitację i wszystkie zajęcia… O ćwiczeniu jej w domu 2x dziennie już nie ma mowy, bo to też wysiłek dla mnie. I dupka, muszę to jakoś pogodzić ;) Znowu wylenię się za wszystkie czasy. Miałam nadzieję, że tym razem mnie to ominie.

  • Napisane 1 sierpnia 2016 o 14:47

Krew.

Krwawienie.

Cholerna jasnoczerwona krew i kłucie w brzuchu!

:(

Jadę z małą autobusem do lekarza, bez wózka, bez przygotowania, bez niczego.

Czekam w kolejce w przychodni godzinę. Przyjmuje mnie moja doktor, chwała Bogu, że jest, pierwszy dzień po urlopie. Trzęsącym się głosem mówię jej o krwawieniu. Patrzy w wyniki z czwartku, które właśnie jej wpisali.

Beta 4876 – 17dpt

4876!!!

Wskakuję na fotel, mała siedzi na podłodze i je żelki.

Jest.

JEST!!!

Pęcherzyk ciążowy.

Mój prawidłowy Pęcherzyk…

Nie wiadomo skąd krwawienie. Krwiaka nie widać, infekcji nie ma. Czasami tak może się zdarzyć w terminie miesiączki, tylko że ja już jestem dawno po.

Mam dalej brać leki na podtrzymanie (Progynova 21, Progestan) i przyjść za tydzień na badania i założenie karty ciążowej, jeśli wszystko będzie dobrze.

Niech będzie, błagam. Błagam z całych sił.

Z wrażenia zapomniałam recept z recepcji, nieważne.

Wróciłyśmy tak samo, autobusem. Bez wózka. Dała radę przejść drogę. W autobusie upadła jak zahamował, ale była dzielna i nie płakała. Po schodach do domu już nie miała siły i ochoty wejść, ale jakoś biedna doszła na to 4 piętro.

Teraz śpi, ja leżę i odpoczywam.

Zastanawiam się czy to mogło być ze stresu. Wczoraj pobili mojego brata na przystanku, dres i jego 3 kolegów. Bez powodu, po prostu miał pecha. Ludzie zero reakcji. Zero. Taka znieczulica :(

Modlę się, żeby krwawienie się nie powtórzyło, żeby nie zaczęło się najgorsze.

Jestem w ciąży.

I bardzo pragnę tego dziecka.

Nieśmiała radość.

  • Napisane 31 lipca 2016 o 15:04

Sobota. Dzwoni. Wyników brak.   No kurrr.   Nie wierzy, jedzie motorem do przychodni. Bo może gdzieś są. Nie wpisane, odłożone na bok. Nie ma.   Pewnie było dużo badań, czasami tak bywa, choć rzadko. Kurrrr. Będą w poniedziałek. Plus jest taki, że gdyby coś się działo, mam przyjść kiedy chcę. Moja doktor kończy urlop Wizyta w następny poniedziałek, za tydzień. Może już będzie serduszko, bo… dzisiaj kreska wyszła od razu wielka, gruba, ciemniejsza od tej kontrolnej Test zrobiony w środku dnia. Jest nadzieja, ogromna nadzieja!   I mimo strachu, nieśmiała radość.

Cierpliwość uszlachetnia? 17 dpt

  • Napisane 28 lipca 2016 o 20:24

Wyników nadal brak. Moja krew prawdopodobnie się zagubiła lub utknęła gdzieś w drodze, nie wiadomo gdzie. Wyników nadal nie ma i nie wiadomo czy kiedykolwiek będą. To podobno w klinice jeszcze się nie zdarzyło. Pojechałam dzisiaj do mojej ginekolog po ratunek. Niestety i ona nie może pomóc, bo jest na urlopie ;). Oddałam jeszcze raz krew na betę (17 dpt), zrobię w ich laboratorium. A że czasy oczekiwania na wynik mają długie, bo to tylko praktyka lekarska, to wynik będzie może, „może” w sobotę. Już nie czekam jak szalona, trochę zrezygnowałam i odpuściłam. Nie mam na to wpływu. Okresu nadal…

Brak

  • Napisane 26 lipca 2016 o 17:32

Wyników brak. Przesyłka nie doszła na czas. Klinika już zamknięta.

Popłakałam się.

Może będą jutro.

Na nic nocny ból głowy, problemy ze snem i trzęsące się ręce. Muszą się trząść do jutra.

Przynajmniej okres nie przyszedł.

Mdli mnie.